sobota, 30 sierpnia 2014

Rozdział X

Courtney siedziała na przystanku i czekała na swój autobus. Starała sie nie myśleć o Cliffie i ich dziecku. Zastanawiala sie jak jej ojciec i brat zareagują na jej powrót. Wiedziała że dobrze sie to nie skończy i na pewno oberwie. Zamknęła oczy i skuliła sie na ławce.
W tym samym czasie Cliff wyszedł w końcu z domu żeby sie przejść i przestać chociaż na chwile myśleć o Court. Nie potrafił wybaczyć sobie tego że przez jego głupote odeszła. Przeszedł ze spuszczoną głową obok dworca i spojrzał na przejeżdżający autobus. Na jednej z ławek dostrzegł drobną dziewczyne z burzą kręconych włosów. Siedziała tyłem, ale poznał ją od razu
- Courtney!!!- krzyknął i pobiegł w jej strone. Dziewczyna odwróciła sie i wstała- Co Ty wyprawiasz?
- Wyjeżdżam. Wracam do LA
- Jak to?
- Zdradziłeś mnie...
- Przepraszam. Ja... ja wiem że źle zrobiłem, ale nie wyjeżdzaj. Daj mi szanse
Court rozejrzała sie
- Courtney... to sie więcej nie powtórzy. Będziemy mieli dziecko...
Dziewczyna spojrzała na niego i sie rozpłakała
- Kurwa... kocham Cię...
Przyciągnął ją do siebie i przytulił ją
-Wróć do domu...
- Wróce....
Wziął jej walizki i ruszyli w strone domu. Weszli po cichu do środka i nikt ich nawet nie zauważyl. Poszli od razu do swojego pokoju. Courtney usiadła na łóżku. Basista podszedł do szafki i wziął pierścionek i obrączke, które lezały na niej. Podał je Court. Dziewczyna uśmiechnęła sie i założyła biżuterie.


~~~~~~~~~~~~~~~

Minęły 3 miesiące. Brzuch Court coraz bardziej się zaokrąglał i cieszyli sie że niedługo zostaną rodzicami. Cliff jednak cały czas miał wątpliwości, czy dziecko faktycznie jest jego. Nic jednak nie mówił. Mieli problemy jak w każdym związku, ale cały czas sie kochali.
Dave spotykał sie z różnymi dziewczynami i swoimi fankami. Nie miał zamiaru mieszać sie w żadne związki i korzystał z życia.
Junior poznał Joan, wytatuowaną długowłosą ćpunkę, która została jego dziewczyną. Nawet z nimi zamieszkała.
Marty i Nick nie spotykali sie z nikim, właściwie to nikogo nawet to nie interesowało. Do czasu. Któregoś dnia Joan poszła do pokoju gitarzysty, bo chciała pożyczyć książke. Weszła bez pukania do środka
- Marty, mo...- nie dokończyła, bo zobaczyła na łóżku Nicka i Marty'ego, którzy sie całowali. Joan zająkała sie
-Eeee... to przyjde później, nie przeszkadzam- wyszła z pokoju i zamknęła drzwi. Zeszła na dół do kuchni, gdzie siedział Dave z Juniorem.
-Cześć suko - Dave klepnął Joan w tyłek. Dziewczyna spojrzała na niego zażenowana
- Weź spierdalaj - usiadła przy stole i poprawiła swoje czarne włosy - Byłam w pokoju Marty'ego.
- No i?
- On jest pedałem? I Nick też?
- Jakby byli pedałami to raczej byśmy wiedzieli - powiedział Junior
- No bo widziałam jak sie całowali
David i Dave spojrzeli zszokowani na Joan
- Weź ty sobie nie żartuj z takich rzeczy - rzucił Junior
- Ale ja nie żartuje. Byłam w pokoju Marty'ego i widziałam ich na łóżku jak...
-Dobra, daruj sobie - wzdrygnął sie Mustaine - Serio gadasz?
- Kurwa, serio.
- Mam pedałów w zespole?
- Jak widać. Hehe
Dave wstał ze swojego miejsca i wyszedł z kuchni. Joan zaczęła nerwowo chodzić po kuchni i spojrzała na zegarek
- Kurwa, mojego dilera od wczoraj nie ma.
- Niech Dave załatwi ci towar
- Aha, jasne. Będzie chciał od razu pół działki, za fatyge
- W ogóle powinnaś skończyć to brać
- Kiedyś skończe....
- Mhm...
Junior wstał i przytulił Joan. Pociągnął ją za ręke w strone wyjścia
- Chodź, załatwie ci coś
-Serio?
- Taa. Ale pierwszy i ostatni raz
- Jasne - pocałowała go i obydwoje wyszli z domu

niedziela, 13 lipca 2014

Rozdział IX

W pierwszym momencie nie wiedział co ma zrobić. Podniósł znowu list i pobiegł z nim do pokoju Dave'a. Mustaine spał na swoim łóżku jak zabity. Cliff zaczął go szturchać
- Dave, wstawaj. Natychmiast
- Cooooooo, co sie dzieje?
- Nie ma Courtney...
- Wróci - przewrócił sie na drugi bok i cały zakrył kołdrą. Cliff ściągnął z niego kołdrę
- Nie wróci! Odeszła, zostawiła list! Przeczytaj - szarpnął Dave'a żeby ten w końcu usiadł. Gitarzysta wziął od niego kartke, a Cliff zapalił światło
- Nic nie widze. Daj mi okulary
- Przecież Ty nie masz żadnych okularów
- Hehe, no tak - ziewnął i zaczął czytać list. W końcu skończył - No to co, odeszła. Znajdziesz sobie inną - oddał mu list i znowu się położył. Burton był w szoku że Dave tak na to zareagował
- Jak to znajde sobie inną? Ona jest w ciąży. Nikogo nie zna w NY! A jak wróci do LA... ojciec ją zabije
- Ale napisała że masz jej nie szukać
- Każda tak pisze! Żeby potem je szukać - wyszedł wkurwiony z jego pokoju. Rudy wzruszył ramionami i wrócił do spania. Cliff wrócił do swojego pokoju, który dzielił razem z Court. Usiadł na łóżku i wziął do ręki jej pierścionek i obrączke. Zachciało mu się płakać, że wszystko tak sie potoczyło. Kochał ją i chciał żeby do niego wróciła, ale nawet nie wiedział gdzie jej szukać

~~~~~~~~~~

Cliff nie spał całą noc. Wyszedł rano z pokoju i spotkał Marty'ego na korytarzu.
- Cześć Cliff
- Cześć Marty
- Co Ty taki smutny? Courtney śpi?
- Courtney nie ma - spuścił wzrok
- Poszła do pracy?
- Nie... odeszła. Ode mnie
- O kurde... - Marty nie wiedział co powiedzieć - Przykro mi...
- Dzięki
- Możemy gdzieś iść razem! Znam fajną japońską restauracje z sushi, pójdziemy?
- Może kiedy indziej... Wybacz, nie mam na razie ochoty na wyjścia - wrócił do swojego pokoju i zamknął drzwi. Z korytarza usłyszał jeszcze głos Marty'ego i Juniora
- Co mu sie stało? - spytał Junior
- Courtney go zostawiła...
- Kiedy?
- Chyba wczoraj...
- Szybko
Burton zamknął oczy. Nie chciał o tym myśleć i postanowił sie troche przespać. Było mu jednak ciężko bo myśl o Courtney i ich dziecku nie dawała mu spokoju, a oprócz tego co chwile Dave wchodził do jego pokoju i czegoś chciał. Po jakimś czasie jednak zasnął

~~~~~~~~~~~~~~

Courtney leżała na łóżku w tanim przydrożnym motelu. Płakała i głaskała sie po brzuchu
- Przepraszam...
Rozpłakała sie jeszcze głośniej
- Nie poradzimy sobie sami. Musze wrócić do LA. Ojciec mnie zatłucze, ale to może lepiej... nie będziesz przeze mnie cierpieć - pociągnęła nosem i zaczęła śpiewać jakąś kołysanke. Zasnęła szybko.
Obudziła sie wcześnie rano. Poszła do łazienki, a potem zaczęła pakować swoje rzeczy. Nie miała ich zbyt dużo. Wyszła z pokoju, zapłaciła za nocleg i poszła na nogach na najbliższy przystanek autobusowy. Usiadła na ławce i opatuliła sie mocniej kurtką. W kieszeni miała ostatnie pieniądze na bilet do LA

sobota, 7 czerwca 2014

Rozdział VIII

Następnego dnia Courtney poszła do pracy. Było normalnie, nie miała żadnych spin z kolegą z pracy i z szefem. Kiedy wróciła chłopaki grali próbe przed dzisiejszym koncertem. Pierwszym koncertem z Cliffem. Weszła do ich sali.
- Zjecie coś?
- Nie, dzięki - odezwał sie Cliff
- Ja też nic nie chce - powiedział Nick
- Nie jestem głodny - dodał Junior
- A ja coś zjem. Jajecznice może - powiedział Dave
- Ja zjadłbym sushi - dodał Marty
Court zaśmiała sie
- To zamówie sushi i zrobie Ci jajecznice, Dave. Cliff, możemy chwile pogadać?
- Tak - odłożył gitare i wyszli z sali - Stało sie coś?
- Nie, po prostu jutro ide do lekarza. Pójdziesz ze mną?
\- Jasne
- Dobrze - pocałowała go i poszła do kuchni.
Wieczorem Courtney została w domu, a chłopaki pojechali na koncert. Cliff sie obawiał wyjść po raz pierwszy z nimi na scene, ale publiczność ciepło go przyjęła. Zagrali koncert,pożegnali siez widownią i poszli za kulisy. Było tam dosyć sporo fanów. Troche z nimi rozmawiali, prosili o autografy. W pewnym momencie do Cliffa podeszła młoda dziewczyna, z ciemną karnacją, ciemnymi kręconymi włosami i brązowymi oczami.
- Możesz mi sie podpisać? - uśmiechnęła sie i podsunęła mu jego plakat
- Pewnie, jak masz na imie?
- Maggie
Podpisał sie na plakacie i jeszcze raz na nią spojrzał. Była bardzo ładna
- Może pójdziemy gdzieś razem?
- Mam żone...
- Niczego sie nie dowie - wzięła go za ręke i poszli do łazienki. Zamknęli sie w jednej z kabin. W jednej chwili Burton zapomniał o tym, że ma żone w ciąży
Kiedy wyszli po jakimś czasie z łazienki, Maggie poprawiła włosy i pocałowała go. Uśmiechnęła sie i poszła w swoją strone. Cliff rozejrzał sie żeby znaleźć kogoś z zespołu. Kilka kroków od siebie zauważył Freda, kolege z pracy Courtney. Podszedł do niego
- O, Fred. Co tu robisz? Byłeś na naszym koncercie?
- Nie, gracie do dupy. Przyszedłem poszukać Dave'a - obrzucił go wrogim spojrzeniem i odszedł. Cliff też postanowił rozejrzeć sie za Dave'em. Znalazł go na pustej scenie. Jakaś dziewczyna siedziała mu na kolanach. Podszedł do nich
- Fred Cie szukał
- Kto?
- Ten co z Court pracuje. Ruchałeś jego laske
- A pamiętam, hehe. Nie widziałem go... -pogłaskał dziewczyne po udzie - Ale jego narzeczonej dalej nie pamiętam
Usiadł obok nich.
- Zdradziłem Courtney
- Szybko. Z kim?
- Z jakąś fanką na backstage'u
- Ładna?
- Dave...
- Sorry. Znajdźmy reszte i wracajmy do domu - Mustaine pożegnał sie z dziewczyną, znaleźli reszte zespołu i pojechali do domu. Cliff wszedł do sypialni. Było ciemno i cicho. Zapalił światło. Courtney nie było. Zauważył na szafce jakąś kartke i pierścionek zaręczynowy wraz z obrączką. Odsunął biżuerie i wziął kartke do rąk. Zaczął czytać:

"Nie jest mi łatwo pisać ten list. Napisałam go spontanicznie, ot tak. Dzisiaj miałam złe przeczucia. Od rana. Dlaczego? Twój pierwszy koncert. Nie pojechałam na Twój występ, bo Ci ufałam. Właśnie. Ufałam... Nie wiem kiedy odczytasz ten list, ale podczas trwania koncertu zapukał do naszych drzwi Fred. Pamiętasz? Tak, ten mój kolega ze sklepu muzycznego. Powiedział mi, że widział jak Ty i jego była narzeczona zmierzaliście razem w stronę toalety. Obściskiwaliście się. Wiem, że nie kłamał. Nie był pod wpływem używek, nie. Nie musiał kłamać, bo po co? Prędzej zrobiłby coś na niekorzyść Dave'a, a nie Twoją.
Byłeś dla mnie całym światem, Cliff. Całym światem. Myślałam jedynie o nas, o Tobie, o NASZYM wspólnym dziecku. Nie spodziewałam się tego po Tobie. Wiedziałam, że pijesz. Wiedziałam, że ćpasz. Ale podejrzewałam, że nigdy nie postąpisz w taki sposób. Zraniłeś mnie. Cholernie mnie zraniłeś.
Zostawiam Ciebie, odchodzę. Nie potrafiłabym Ci już spojrzeć w oczy. Zostawiam Ci obrączkę i pierścionek zaręczynowy. Mają swoją wartość materialną, sprzedaj je.
Nie szukaj mnie, błagam. To jedyne co możesz dla mnie zrobić. Nigdy mnie nie szukaj.
Wiesz co jest najgorsze? Że nadal Cię kocham...
Mam nadzieję, iż ułożysz sobie życie z inną kobietą. Obyś jej nigdy nie zdradził.
Zapomnij o mnie i nie szukaj mnie.
Courtney"

Cliff wypuścił list z dłoni.

piątek, 25 kwietnia 2014

Rozdział VII

Rano obydwoje obudzili sie.
- Powinniśmy iść do lekarza - powiedział Cliff
- Dobrze, pójdziemy
Ubrali sie, zjedli szybko śniadanie i pojechali do lekarza. Usiedli w poczekalni. Courtney zaczynały denerwować inne kobiety, które patrzyły na Cliffa jak w obrazek. W końcu lekarz zaprosił ją do gabinetu. Wzięła Burtona ze sobą.
- Dzień dobry, co dolega? - spytał lekarz
- Chcieliśmy potwierdzić ciąże - odezwała sie Court
- Dobrze, więc prosze sie położyć
Courtney położyła sie, a lekarz ją szybko zbadał.
- Tak, jest pani w ciąży - ściągnął okulary i podszedł do biurka - Ale bardzo krótko więc ciężko cokolwiek powiedzieć na razie
Courtney i Cliff uśmiechnęli się do siebie. Podziękowali, pożegnali się i wyszli z gabinetu. W poczekalni jakaś pielęgniarka rzuciła się na Cliffa.
- Cliff Burton, nie wierzę! - pisnęła przytulając sie do niego - Uwielbiam Cię!
- To miłe, dzięki
- Podpiszesz mi sie?
- Jasne
Dziewczyna podała mu jakiś mazak
- O tutaj, na prawej piersi - odpięła kilka guzików żeby Cliff mógł sie jej podpisać na biuście. Courtney zdenerwowała sie ale nic nie mówiła. Basista podpisał sie i uśmiechnął do dziewczyny. Wyszedł razem z żoną z przychodni.
- Cliff, może poszłabym do pracy? - spytała Courtney
- Przeciez jesteś w ciąży...
- No wiem, ale siedzenie w sklepie by mi nie zaszkodziło. To dopiero początek ciąży, nawet nic nie widać
- No dobrze, możemy poszukać jakiejś pracy
Chodzili troche po mieście. W końcu znaleźli jakiś sklep muzyczny na drzwiach którego było ogłoszenie, że poszukują sprzedawcy
- Wejdźmy - powiedziała Court. Weszli do środka. Był tam jakiś facet, który właśnie stroił gitare. Miał długie ciemne związane włosy, koszulke z Motorhead i obcisłe jeansy. Spojrzał na Cliffa i Court i otworzył usta ze zdziwienia.
- Cliff Burton?! - krzyknął zszokowany
- No, to ja... - uśmiechnął sie
- Stary uwielbiam Cię! Jesteś mistrzem! Nie wierze że przyszedłeś do mojego sklepu! Podpiszesz mi sie na gitarze?
- Jasne, ale jest sprawa...
- Dla Ciebie wszystko!
- Widzieliśmy ogłoszenie, moja żona szuka pracy...
Właściciel spojrzał na Court
- Fajnie byłoby mieć w końcu dziewczyne w sklepie... ładną... - patrzył na nią od góry do dołu - Znasz sie na muzyce?
- No tak...
- A na instrumentach?
- Mniej wiecej... ale szybko sie ucze, dam rade
- Nie wątpie... zresztą jestem tu prawie codziennie
- Ale ona jest w ciąży, nie powinna dźwigać ani nic... - wtrącił sie Cliff
- Spokojnie, ja jestem i jest jeszcze jeden pracownik
Cliff podpisał mu sie jeszcze na gitarze, pożegnali sie i wyszli. Wrócili do domu

~~~~~~~~~~~

Z samego rana Court szykowała sie do pracy. Cliff też już nie spał. 
- Może przyjde po Ciebie po pracy?
- Dobrze. Kończe o 17
Pocałowała go i wyszła z domu. Cliff nie miał nic szczególnego przez cały dzień do roboty. Zagrali próbe, pograł troche na basie. Po 16 chciał sie już zbierać po Court. Reszta zespołu też chciała z nim iść. Zgodził sie. Nie jechali samochodem, tylko szli pieszo. Doszli na miejsce dosyć szybko. Weszli do środka sklepu. Courtney kończyła układać jakieś winyle. Spojrzała na nich ze zdziwieniem
- Cliff? Już jesteś?
- No. Zaraz kończysz
- No w sumie tak. Ale miałeś przyjść sam...
Po chwili zobaczyli jak z zaplecza wychodził jakiś chłopak z pudłem w rękach. Wyglądał troche jak kopia Jamesa Hetfielda.
- Jeszcze to można powy... - spojrzał na chłopaków i jego wzrok padł na Dave'a - Dave Mustaine?!
- No, to ja - uśmiechnął sie - Chcesz autograf, zagrać Ci coś?
- Nie!!!! Spałeś z moją narzeczoną Ty chuju!
- Serio? Z którą?
Facet wypuścił pudło z rąk i rzucił sie z pięściami na Dave'a. Cliff i Junior odciągnęli go od niego
- Nawet nie próbuj tu więcej przychodzić! Zabije Cię za to że rozwaliłeś mój związek! Byłem z tą dziewczyną 3 lata!
- A chuj mnie to! Widocznie wolała mnie skoro pieprzyła sie ze mną po jakimś koncercie!
Chłopak sie jeszcze troche wyrywał, ale po chwili sie uspokoił
 - Jeszcze tego pożałujesz. Lepiej bądź ostrożny
Wrócił na zaplecze. Dave nic nie ogarniał i oczywiście sie nie bał. Courtney poczuła sie dziwnie. Ubrała kurtke i wyszli stamtąd.
- Fajne wrażenie zrobiłam pierwszego dnia - powiedziała cicho
- Nie przejmuj sie. On nie jest właścicielem, więc cię nie wywali
- Może masz racje... - objął ją ramieniem i wrócili do domu. Courtney jako jedyna przejmowała sie słowami swojego kolegi pracy, ktore skierował w strone Dave'a.

piątek, 18 kwietnia 2014

Rozdział VI

Następny dzień. Cliff i Court obudzili się. Junior tak samo. Cała trójka nie odzywała sie do siebie, tylko bez słowa zaczęli sie pakować. Dzisiaj wieczorem po ślubie Cliffa i Courtney mieli wyjeżdżać do NY.
- Ide po coś do picia - powiedział Burton i wyszedł z pokoju. Junior spojrzał na Court.
- Na pewno chcesz brać z nim ślub?
- Tak. Kocham go.
- On próbował Cię wczoraj udusić...
Courtney westchnęła.
- Nieważne. Był pijany. Gdyby był trzeźwy nie zrobiłby tego.
- Krótko sie znacie...
- Kocham go - powtórzyła. Junior już się nie odzywał. Cliff wrócił chwile później i dokończyli pakowanie. Wszyscy spędzili cały dzień w hotelu. Wieczorem, 2 godziny przed lotem do NY, Cliff, Courtney i reszta zespołu pojechali do jakiejś kapliczki, gdzie można było wziąć ślub. Pogadali chwile z jakimś księdzem i zgodził sie udzielić im ślubu. Dave był świadkiem Cliffa, Court wybrała Marty'ego. Cała "ceremonia" przebiegła szybko i sprawnie.
- Załóżcie obrączki... - powiedział ksiądz. Założyli sobie obrączki. Ksiądz ogłosił ich mężem i żoną i mogli się pocałować.

~~~~~~~~

Jakiś czas później wszyscy pojechali na lotnisko i kilka godzin później byli już w Nowym Jorku, w swoim nowym domu.
- Wybierzcie sobie pokoje jakie chcecie - powiedział Dave. Wszyscy pobiegli na góre, wybrać sobie najlepsze pokoje. Dave oczywiście musiał mieć największy pokój z najlepszym widokiem z okna. Court i Cliff mieli pokój obok niego. Marty i Nick mieli osobne, troche mniejsze pokoje obok siebie. Junior miał swój pokój na końcu korytarza, obok łazienki. Na dole był salon, kuchnia i pomieszczenie z którego mieli zrobić sobie salę prób.
Kiedy się już troche rozpakowali, zamówili coś do jedzenia i zjedli w swoich pokojach. W Nowym Jorku był jeszcze dzień, więc Cliff postanowił wyciągnąć Court na spacer
- Przejdziemy sie troche?
- Tak. Nie byłam nigdy wcześniej w NY
Przebrali się i wyszli z domu. Chodzili spokojnie za rękę nie odzywając się do siebie. Przeszli obok jubilera
- Wejdźmy - powiedział Cliff
- Po co?
- Nie dostałaś pierścionka zaręczynowego
- Cliff, nie musisz...
- Muszę
Weszli do środka. Patrzyli na pierścionki w gablotkach
- Który Ci się podoba? - spytał
Court oglądała dokładnie wszystkie pierścionki.
- Ten jest piękny - wskazała na pierścionek z szafirem. Sprzedawca wyciągnął go i pozwolił przymierzyć Courtney - Pasuje...
- To weźmiemy ten - sprzedawca schował go do pudełeczka, Cliff zapłacił i wyszli.
- Cliff, nie musiałeś... ale dziękuję... - powiedziała z uśmiechem Court. Basista rozejrzał sie i uklęknął przed nią.
- Nie oświadczyłem Ci sie jeszcze... - zaśmiał sie cicho - Courtney Wilson, czy zostaniesz moją żoną?
Court uśmiechnęła sie. Po chwili zaczęła płakać
- Oczywiście...
Wstał, po czym założył jej pierścionek na palec i przytulili się.

~~~~~~~~~~~~

Kiedy wrócili do domu nie było już tak miło. Cliff i Court znowu zaczęli się kłócić.
- Gdyby nie ja to... - zaczął Cliff
- To co?! - przerwała mu Courtney - Miałabym mniej siniaków?!
Cliff już się zamachnął żeby ją uderzyć, jednak powstrzymał się.
- Pomogłem Ci, a Ty mi się tak odwdzięczasz?! Gdyby nie ja to teraz siedziałabyś w burdelu i posuwałby Cię obcy facet!
Courtney uderzyła go z całej siły w twarz.
- Nienawidze Cię, skurwielu!
Kiedy Burton sie zachwiał, Court wzięła jego bas i zrzuciła gitare ze schodów. W całym domu słychać było dźwięk roztrzaskującego się instrumentu.
- Ty dziwko... - szarpnął ją. Court przewróciła sie. Ciągnął ją za włosy po podłodze. Courtney krzyczała i płakała.
- Zostaw mnie!
Wciągnął ją do ich pokoju i zamknął drzwi. Pochylił sie nad nią i zaczął ją dusić. Court zaczęła sie wić i próbowała krzyczeć. Po chwili do pokoju wszedł Dave z Juniorem
- Cliff, zostaw ją! - krzyknął Dave i odciągnęli go od niej. Court podniosła sie z podłogi i uciekła z pokoju.
- Jesteś pojebany?! Mogłeś ją zabić!
- Ona zrzuciła mój bas ze schodów!
- To nie jest powód żeby ją dusić!
Cliff westchnął. Wyszedl bez słowa z pokoju i poszedł do łazienki. Zapukał
- Courtney...
Usłyszał cichy płacz.
- Courtney, otwórz... 
- Nie... zabijesz mnie... - powiedziała drżącym głosem
- Nic Ci nie zrobie... otwórz proszę...
Po chwili usłyszał jak Courtney zaczyna wymiotować. Stał jeszcze chwile pod drzwiami i wrócił do pokoju. Court przyszła jakiś czas później. Burton siedział na łóżku i patrzył na nią. Usiadła bez słowa obok niego. Objął ją nieśmiało ramieniem.
- Jak sie czujesz?
- Tak sobie... położe sie... - powiedziała cicho i położyła sie do łóżka. Cliff położył sie obok niej i przytulił ją
- Kocham Cię...
Courtney nic nie odpowiedziała, ale uśmiechnęła sie lekko sama do siebie. Niedługo później już spali.



sobota, 15 marca 2014

Rozdział V

- Ale chciałbym żeby chłopaki przy tym byli - powiedział przyglądając się Courtney.
- Ale to jest nasz ślub. Chcę żebyśmy byli sami.
- To moi przyjaciele.
- No dobra... to idź do nich, mieli gdzieś iść do klubu. Ja sie już położę...
Courtney poszła do łazienki, a Cliff wyszedł z ich pokoju. Opuścił hotel i zobaczył jak chłopaki stoją przy schodach. Zbiegł do nich.
- Będziecie jutro na moim ślubie?
Dave zaczął sie śmiać.
- Ślubie? Z kim?
- Z Courtney!
- Znacie się kilka dni... - wtrącił sie Nick
- Wiem. Ale to nie ma znaczenia. Kocham ją a ona mnie.
- To wspaniale! Gratulacje! - ucieszył się Marty. Cliff się uśmiechnął.
- No to chodźmy zrobić Ci zajebisty wieczór kawalerski.
Poszli do najbliższego klubu nocnego. Zamówili wódkę i usiedli przy stoliku. Jakiś czas później Marty i Nick poszli na parkiet, a Dave podrywał ładną niską brunetkę przy barze. Po chwili poszli razem do łazienki. Junior został sam z Cliffem.
- Serio chcesz się żenić? - spytał David
- Tak, jestem pewny. Na 100%
- Ale wiesz... ona...
- Co?
- To jest prostytutka... chcesz brać ślub z kimś takim? A co jak będziecie mieli kiedyś dzieci i dowiedzą się co robiła ich mamusia?
- Ona tego nie chciała... skończy z tym.
- A co ze Stephanie?
Cliff westchnął i już nic nie mówił. Dave wrócił kilka minut później z łazienki, usiadł przy stoliku i zaczął pić. Jeden kieliszek, drugi, trzeci... w końcu zasnął z głową na stole.
- Dave! Dave! - poczuł jak ktoś go szturcha. Ocknął sie. Nad nim stał Cliff
- Co?
- Idziemy do hotelu.
- Aha... no ok... - ledwo się podniósł - Nie znam tutaj żadnego dilera...
- No i?
- Musze jakiegoś znaleźć... nie mam już żadnej działki...
Basista nie odpowiedział. Junior przepychał się między ludźmi na parkiecie żeby znaleźć Marty'ego i Nicka. W końcu ich znalazł.
- Wracamy do hotelu! - krzyknął do nich.
- Nie!
- Jedźmy do Japonii! - zaproponował Marty
- Co? Jedziemy do hotelu, szmaty!
- Spokojnie David - uspokoił go Marty i wyszli z klubu. Cliff podtrzymywał Dave'a żeby nie upadł. W końcu doszli jakoś do hotelu. Junior miał dzielić pokój z Dave'em, ale Dave narzygał na podłoge więc poszedł do Courtney i Cliffa. Położył sie i od razu zasnął. Cliff szturchnął Court.
- Przesuń się...
- Co? O, już... - przesunęła sie żeby mógł sie położyć - Musimy porozmawiać, ale to jutro może... jak by...
- Zamknij się... - przerwał jej zdenerwowany
- Cliff, o co chodzi?
- Nie pomyślałaś o tym że jak może kiedyś będziemy mieli dzieci to dowiedzą się co robiłaś?
- To nie była moja wina... nie chciałam tego - powiedziała cicho
- Nieważne... - zamknął oczy i próbował zasnąć. Court szturchnęła go.
- Porozmawiaj ze mną...
- Pieprz sie...
- Cliff... - rozpłakała sie i szturchnęła go, tym razem mocniej. Spadł z łóżka.
- Ty dziwko - podniósł sie i złapał ją za gardło. Courtney próbowała krzyczeć. Junior obudził sie i spojrzał na nich.
- Cliff, co Ty jej robisz?! Zostaw ją! - wstał z łóżka i odciągnął go od niej. Court uciekła zapłakana z pokoju.
- Co ty jej zrobiłeś?! Jutro masz z nią podobno brać ślub!
- Nie chciałem... - usiadł na łóżku. Po chwili wstał i wyszedł z pokoju. Zaczął szukać Courtney po całym hotelu. W końcu znalazł ją na zewnątrz. Siedziała na schodach i patrzyła przed siebie. Szeptała coś. Podszedł do niej.
- Courtney...
- Po co przyszedłeś?! Chcesz mnie znowu pobić? Albo zabić?! Zrobiłeś mi dziecko a teraz próbowałeś mnie udusić - rozpłakała sie.
- Nie chciałem... przepraszam...
- Masz racje. Ja się nigdy nie zmienię. Zawsze będą dziwką... wiem że nie chcesz być z kimś takim. Zostaw mnie samą, z dzieckiem...
- Jakim dzieckiem?
- Jestem w ciąży. Z Tobą
- Skąd wiesz? Krótko się znamy...
- Wiem że jest Twoje, już je kocham. Gdyby to było dziecko któregoś z klientów to wyprułabym sobie ten płód nożem.
Cliff roejrzał się i podszedł do niej. Przytulił ją. Court nadal płakała.
- Nie zostawiaj mnie... kocham Cię - powiedziała cicho.
- Ja Ciebie też. Wracajmy do środka, zimno tu... - weszli z powrotem do hotelu i poszli do swojego pokoju. Bez słowa położyli sie i zasnęli.

wtorek, 18 lutego 2014

Rozdział IV

Po wszystkim Cliff i Courtney leżeli w łóżku.
- Cliff...
- Tak?
- Oni mnie zabiją...
Otworzył oczy i spojrzał na nią przerażony.
- Kto?
- Mój ojciec i brat - rozpłakała się - Uciekłam...
- Nie martw się... Będzie dobrze.
- Boję się...
- Za tydzień wyjeżdżamy. Będziesz tutaj przez ten czas.
- Dobrze... - pociągnęła nosem. Przytuliła się do niego i próbowała zasnąć. Dave jeszcze nie spał. Siedział w salonie i grał coś na gitarze. Usłyszał w pewnym momencie walenie do drzwi. Zdziwił się bo nikogo nie zapraszał i nikogo się nie spodziewał. Odłożył gitare i podszedł do drzwi. Otworzył je. Zobaczył jakiegoś bruneta z kilkudniowym zarostem. Nie kojarzył go.
- O co chodzi? 
- Szukam Courtney - koleś wszedł jak do siebie. Dave podrapał sie po głowie.
- Nie znam żadnej Courtney...
- Jest dziwką. Ty na pewno ją znasz, Mustaine!
- Wypierdalaj! - Dave wypchnął go siłą z mieszkania i zamknął drzwi. Zgasił od razu światło i poszedł na góre do Cliffa i Court. 
- Courtney, Twój brat tu był - oznajmił od razu. W jej oczach pojawiły sie łzy i spojrzała na Burtona.
- Wiedzą gdzie jestem...
Cliff nie wiedział co robić. Spojrzał bezradnie na Dave'a.
- Jutro wyjeżdżamy. Spakujcie sie - wyszedł bez słowa z pokoju. Cliff przytulił Court.
- Będzie dobrze...

~~~

Z samego rana wszyscy zaczęli sie pakować. Courtney ciągle się denerwowała. Siedziała na jednej z walizek i przyglądała się chłopakom. Jakąś godzine później wszyscy pojechali na lotnisko. Kiedy byli w samolocie, Court odetchnęła z ulgą. Dave klepnął stewardessę w tyłek. Spojrzała na niego zdegustowana.
- Poda mi pani coś do jedzenia?
- Nawet nie wznieśliśmy sie w powietrze.
- Ale głodny kurwa jestem.
- Proszę się zachowywać - odeszła od niego.
- Kurwa... - Mustaine zaklął pod nosem. Court przyglądała sie jednej ze stewardess.
- Coś nie tak? - Cliff popatrzył na nią.
- Cliff... to chyba moja mama...
Basista przyjrzał sie kobiecie. Faktycznie byla podobna do kobiety ze zdjęcia.
- Podejdź do niej.
- Wstydze się...
- Idź.
Court westchnęła i wstała. Podeszła do kobiety i dotknęła jej ramienia. Stewardessa sie odwróciła i spojrzała na nią. Otworzyła usta ze zdziwienia.
- Courtney...
- Mamo... - przytuliła sie do niej. Matka spojrzała na jej podbite oko.
- Co Ci sie...
- Nic... nieważne... - westchnęła - Teraz już wszystko będzie dobrze... - spojrzała z uśmiechem na Cliffa, a potem znowu na matke - Co sie z Tobą działo?
- Porozmawiamy później. Wszystko Ci opowiem - odeszła. Courtney wróciła na swoje miejsce i przytuliła sie do Cliffa.
- To moja mama... Nie widziałam jej prawie 20 lat...
Pogłaskał ją po włosach.
- Kocham Cię
- Naprawde?
- Zostaniesz moją żoną?
- Znamy sie 2 dni...
- Wiem... - zaśmiał sie.
- Jeśli to oświadczyny to... tak, zgadzam sie! - przytuliła sie do niego. Po chwili zaczęła płakać - Ciesze się że Cię poznałam...

~~~

Jakiś czas później zaczęli lądować. O wiele za szybko. Wszyscy sie zdziwili. Po chwili usłyszeli głos pilota.
- Wystąpiła awaria. Lot musi zostać odwołany. Przepraszamy za problemy. Mogą państwo wybrać inne linie lotnicze bądź skorzystać z naszych za 3 dni.
- Co?! - krzyknął Nick - Jak to? Gdzie jesteśmy?
- W Las Vegas - odezwał sie ktoś z pasażerów
Chłopakom zalśniły oczy
- Vegas... laski, nocne kluby, kasyna! O kurwa! - zachwycał sie Dave - Zostańmy tutaj!
- Courtney? - Cliff spojrzał na nią
- Możemy zostać...
Wyszli z samolotu i pojechali do najbliższego hotelu. Jakaś stara speluna, nie było żadnych gości, ze ścian odchodziła tapeta, a za ladą stał starszy pan.
- Dzień dobry - Junior podszedł do lady recepcyjnej - Poprosimy o 3 pokoje 2-osobowe
Mężczyzna z uśmiechem podał im klucze.
- Miłego pobytu, dzieci
Poszli do swoich pokoi. Marty, Nick, Dave i Junior od razu chcieli sie wybrać do jakiegoś nocnego klubu, a Court zatrzymała Cliffa w pokoju
- Musze Ci coś powiedzieć.
- O co chodzi?
- Weźmy ślub... teraz i tutaj. Nie chce dłużej czekać.
- Na... naprawde?
- Na co mamy czekać? Kocham Cię, a Ty mnie...
Cliff zamyślił sie. Ślub w Las Vegas, po 2 dniach znajomości nie był do końca normalny.
- Dobrze. Jutro weźmiemy ślub.
Courtney uśmiechnęła sie i przytuliła do niego.