niedziela, 1 lutego 2015

Rozdział XII

Po 2 dniach Court mogła wyjść ze szpitala. Jej stan się polepszył, a poród był coraz bliżej. Podczas badań dowiedziała się, że urodzi chłopca. Wszyscy się cieszyli.
Któregoś popołudnia Cliff i Courtney siedzieli sami w domu. Zaczęli rozmawiać o swoim dziecku.
- Jak je nazwiemy- spytała.
- Nie wiem... może damy mu imię na C, żeby pasowało do nas?
- Jakieś pomysły?
Cliff przez chwilę się zastanawiał.
- Curtis, Cody, Carroll, Casper...
Courtney się skrzywiła.
- A jakieś inne?
- Zresztą nie musi mieć imienia na C. Dajmy imię... hmm... może Thomas? Tommy... Tommy Burton...
- Thomas... - powiedział pod nosem - Ok.
- A na drugie? Możesz wymyśleć.
- Brandon! Thomas Brandon.
- Ok, pasuje - uśmiechnęła się - Thomas Brandon Burton...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Minęły 3 miesiące. Courtney była w dziewiątym miesiącu ciąży. Do terminu zostały jej niecałe dwa tygodnie. Wszyscy za namową Friedmana zgodzili się jechać do Japonii odpocząć, a Court chciała urodzić tam swojego syna. Związek Nicka i Marty'ego zakończył się bardzo szybko. W jednym z nocnych klubów Nick poznał dziewczynę, Keirę, z którą zaczął się spotykać. Junior natomiast zostawił Joan po tym, kiedy dowiedział sie że zdradza go ze swoim dilerem.
- Puszczalska szmata... jeszcze mnie popamięta - odgrażał się David, kiedy przechodzili przez odprawę.
- Odpuść sobie. Też ją zdradzałeś - rzucił Dave
- Co?! Nie zdradziłem jej ani razu. Dobra, może po koncercie jedna fanka mi obciągnęła, ale to co innego!
- Poznasz inną - powiedział Nick, idąc za rękę z Keirą. Junior spojrzał w jej dekolt. Przeszli przez odprawe, a potem szukali swoich miejsc w samolocie. Cliff siedział razem z Court i Martym. Ellefson z Nickiem i Keirą, a Dave na końcu wśród obcych ludzi.
- Cliff, zamów mi coś do jedzenia - powiedziała Courtney. Spojrzał na jej brzuch.
- A co...?
- No nie wiem, zupe jakąś, ciasto i kanapkę! Wszystko muszę Ci mówić?!
- Zaraz, spokojnie...
Cliff tak samo jak i reszta chłopaków mieli już dosyć zmiennych humorów Court. Mieli nadzieje że jak najszybciej urodzi. Zawołał stewardessę, która od razu do nich podeszła.
- Poprosze jakąś zupę, ciasto czekoladowe i kanapkę.
- Z masłem orzechowym - wtrąciła Courtney - Macie ogórki? Jeśli tak to też poproszę.
Kobieta spojrzała na jej brzuch i uśmiechnęła sie. Chwile potem Court dostała swoje jedzenie. Zjadła zupę, ciasto, później kanapkę i zagryzła ogórkiem.
- Od razu lepiej...
Lot do Japonii trwał długo. Marty opowiadał Cliffowi i Court o Japonii, Mustaine spał, Nick rozmawiał i miział sie z nową dziewczyną, a Junior patrzył na nich z zazdrością.
Kiedy lądowali, w Jokohamie był wczesny poranek. Mieli problem z dojazdem do hotelu, ale dali sobie radę. W recepcji Marty oczywiście rozmawiał po japońsku, mimo że pracownicy potrafili po angielsku. Ale był w końcu szczęśliwy i w swoim żywiole, więc reszta pozwoliła mu załatwić wszystkie sprawy związane z zameldowaniem. Wszyscy od razu rozeszli sie do swoich pokoi żeby odpocząć. Court podeszła do okna.
- Pięknie tu!
- Mnie też się podoba.
Usiadła na łóżku obok Cliffa.
- Polubiłeś Keirę?
- Jest... miła. I ładna.
Od razu spojrzała na niego.
- Wygląda na sukę... łatwą i podłą...
- Bo ma duże cycki i blond włosy?
- Nie tylko... jest taka miła, ale wydaje mi się, że to fałszywe... nie podoba mi się ona. Pewnie nawet nie kocha Nicka, zrani go.
- Dlaczego sie przejmujesz? To on się z nią związał, a nie Ty.
- Ale... -westchnęła - Nie rozumiesz. Nic o niej nie wiemy. Poznał ją na imprezie, od razu z nami zamieszkała, nic o niej nie wiemy. Nic nie mówi o rodzinie, nie pracuje. Ciekawe gdzie wcześniej mieszkała - zrobiła przerwę, ale po chwili mówiła dalej - W dodatku jak ona patrzy na resztę chłopaków. Zdradzi go na bank, nie zbliżaj się lepiej do niej. Cliff... słyszysz?
Odwróciła sie w jego strone. Cliff już spał, zmęczony po locie. Courtney westchnęła i sama postanowiła się położyć obok i zasnąć. Nie sądziła że jej podejrzenia wobec Keiry potwierdzą się już niedługo...

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Rozdział XI

- Nie mogę w to uwierzyć, że oni są pedałami - narzekał od rana Dave - Jak mogłem wziąć pedałów do zespołu?
- Uspokój się już - powiedziała Courtney - Może oni się kochają?
- Kochają - Junior zawył ze śmiechu - To jest kurwa dwóch facetów.
- Właśnie, wy myśleliście całe życie że oni lubią laski, a tak naprawde oni za ścianą... ohyda - Mustaine dalej mówił z obrzydzeniem o kolegach z zespołu.
Joan wstała z kolan Juniora.
- Dajcie im już spokój. Robicie problem z tego że Marty i Nick MOŻE są razem, a sami walicie przy lesbijskich pornosach
- Lesbijskie pornosy to co innego - tłumaczył się Dave
- Nie co innego, to jest to samo. Laska i laska są tak samo obrzydliwe jak facet z facetem.
- Mówisz tak bo jesteś kobietą. Dwie laski w akcji są fajne - powiedział Junior, a Joan uderzyła go w twarz.
- Jesteście obrzydliwi
-Nie powinniśmy się wtrącać - odezwała się Courtney - Oni nic nam nie robią. Nawet nie powiedzieli o tym.
- Bo im wstyd!
- Cliff, powiedz coś - Court spojrzała na niego
- A co ja mam powiedzieć? To ich sprawa. Skoro nie wpychają sobie przy mnie języków do gardeł i nie mówią że to jest ok, to mam to w dupie.
- Jesteście pojebani - skwitował Dave i wyszedł z kuchni.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Minęły 2 tygodnie. Sytuacja w domu Megadeth była napięta. Dave na każdym kroku dopiekał Marty'emu i Nickowi, którzy w ogóle nie przejmowali sie jego opiniami.
Któregos dnia kiedy wszyscy nie mieli co robić, Court chciała iść na lody. Zgodzili sie i poszli do najbliższej lodziarni.
- Marty, jakie chcesz lody? - spytała Joan która składała zamówienie,
- Śmietan...
- On chce tylko od Nicka - wtrącił się Dave. Wszyscy go zignorowali. Jo przewróciła oczami i zamówiła wszystkim lody. Kiedy Mustaine odbierał swoje, spojrzał znów na gitarzyst.
- Marty, a Ty robisz lody swojemu chłopakowi?
- Kurwa, mam Cie już dosyć! Dasz nam w końcu spokój?!
- Nigdy
- Nie kłóćcie się znowu - zaczęła Court
- To niech Dave przestanie mnie prowokować!
- Ja Cię prowokuje? Dobra, lepiej zaczne ubierać mniej obcisłe spodnie, bo zamiast na tyłek Nicka będziesz sie patrzył na mój.
Marty nie wytrzymał i rzucił sie na Mustaine'a. Było to głupie z jego strony, ponieważ Dave znał sztuki walki, a oprócz tego Friedman był od niego sporo niższy. Dave odepchnął go od siebie.
- Nawet nie próbuj mnie tknąć. Nie zapominaj że jestem Twoim szefem
- Ała... - Court złapała sie za brzuch. Cliff od razu do niej podszedł.
- Co sie stało?
- Boli mnie....
- Kurwa.... - Burton nie wiedział co robić. Spojrzał na wszystkich. Tylko Joan wydawała sie trzeźwo myśleć i przejęła dowodzenie.
- Trzeba zadzwonić na pogotowie. Ja pójde, wy sie nią zajmijcie. Niech usiądzie i sie nie denerwuje! - wybiegła z lodziarni. Podbiegła do budki telefonicznej i zadzwoniła na pogotowie.
Karetka przyjechala po kilkunastu minutach. Zabrali Courtney, a Cliff mógł jechać razem z nią. Siedział przez dwie godziny na korytarzu, podczas gdy ona miała przeprowadzane badania. W końcu mógł wejść do niej na sale. Court leżała na łóżku. Usmiechnęła sie, kiedy go zobaczyła.
- Wszystko dobrze? -usiadł obok niej.
- Tak. Zwykłe bóle. Jednak każą mi jeszcze zostać na noc. Nie chce.
- To dla Twojego dobra.
Kiwnęła głową.
-Odpoczywaj. Przyjde jutro.
- Dobrze.
Pocałowali sie. Cliff wyszedł ze szpitala i wrócił do domu. Wiedział że jak tylko przekroczy próg, od razu zaczną się awantury.

sobota, 30 sierpnia 2014

Rozdział X

Courtney siedziała na przystanku i czekała na swój autobus. Starała sie nie myśleć o Cliffie i ich dziecku. Zastanawiala sie jak jej ojciec i brat zareagują na jej powrót. Wiedziała że dobrze sie to nie skończy i na pewno oberwie. Zamknęła oczy i skuliła sie na ławce.
W tym samym czasie Cliff wyszedł w końcu z domu żeby sie przejść i przestać chociaż na chwile myśleć o Court. Nie potrafił wybaczyć sobie tego że przez jego głupote odeszła. Przeszedł ze spuszczoną głową obok dworca i spojrzał na przejeżdżający autobus. Na jednej z ławek dostrzegł drobną dziewczyne z burzą kręconych włosów. Siedziała tyłem, ale poznał ją od razu
- Courtney!!!- krzyknął i pobiegł w jej strone. Dziewczyna odwróciła sie i wstała- Co Ty wyprawiasz?
- Wyjeżdżam. Wracam do LA
- Jak to?
- Zdradziłeś mnie...
- Przepraszam. Ja... ja wiem że źle zrobiłem, ale nie wyjeżdzaj. Daj mi szanse
Court rozejrzała sie
- Courtney... to sie więcej nie powtórzy. Będziemy mieli dziecko...
Dziewczyna spojrzała na niego i sie rozpłakała
- Kurwa... kocham Cię...
Przyciągnął ją do siebie i przytulił ją
-Wróć do domu...
- Wróce....
Wziął jej walizki i ruszyli w strone domu. Weszli po cichu do środka i nikt ich nawet nie zauważyl. Poszli od razu do swojego pokoju. Courtney usiadła na łóżku. Basista podszedł do szafki i wziął pierścionek i obrączke, które lezały na niej. Podał je Court. Dziewczyna uśmiechnęła sie i założyła biżuterie.


~~~~~~~~~~~~~~~

Minęły 3 miesiące. Brzuch Court coraz bardziej się zaokrąglał i cieszyli sie że niedługo zostaną rodzicami. Cliff jednak cały czas miał wątpliwości, czy dziecko faktycznie jest jego. Nic jednak nie mówił. Mieli problemy jak w każdym związku, ale cały czas sie kochali.
Dave spotykał sie z różnymi dziewczynami i swoimi fankami. Nie miał zamiaru mieszać sie w żadne związki i korzystał z życia.
Junior poznał Joan, wytatuowaną długowłosą ćpunkę, która została jego dziewczyną. Nawet z nimi zamieszkała.
Marty i Nick nie spotykali sie z nikim, właściwie to nikogo nawet to nie interesowało. Do czasu. Któregoś dnia Joan poszła do pokoju gitarzysty, bo chciała pożyczyć książke. Weszła bez pukania do środka
- Marty, mo...- nie dokończyła, bo zobaczyła na łóżku Nicka i Marty'ego, którzy sie całowali. Joan zająkała sie
-Eeee... to przyjde później, nie przeszkadzam- wyszła z pokoju i zamknęła drzwi. Zeszła na dół do kuchni, gdzie siedział Dave z Juniorem.
-Cześć suko - Dave klepnął Joan w tyłek. Dziewczyna spojrzała na niego zażenowana
- Weź spierdalaj - usiadła przy stole i poprawiła swoje czarne włosy - Byłam w pokoju Marty'ego.
- No i?
- On jest pedałem? I Nick też?
- Jakby byli pedałami to raczej byśmy wiedzieli - powiedział Junior
- No bo widziałam jak sie całowali
David i Dave spojrzeli zszokowani na Joan
- Weź ty sobie nie żartuj z takich rzeczy - rzucił Junior
- Ale ja nie żartuje. Byłam w pokoju Marty'ego i widziałam ich na łóżku jak...
-Dobra, daruj sobie - wzdrygnął sie Mustaine - Serio gadasz?
- Kurwa, serio.
- Mam pedałów w zespole?
- Jak widać. Hehe
Dave wstał ze swojego miejsca i wyszedł z kuchni. Joan zaczęła nerwowo chodzić po kuchni i spojrzała na zegarek
- Kurwa, mojego dilera od wczoraj nie ma.
- Niech Dave załatwi ci towar
- Aha, jasne. Będzie chciał od razu pół działki, za fatyge
- W ogóle powinnaś skończyć to brać
- Kiedyś skończe....
- Mhm...
Junior wstał i przytulił Joan. Pociągnął ją za ręke w strone wyjścia
- Chodź, załatwie ci coś
-Serio?
- Taa. Ale pierwszy i ostatni raz
- Jasne - pocałowała go i obydwoje wyszli z domu

niedziela, 13 lipca 2014

Rozdział IX

W pierwszym momencie nie wiedział co ma zrobić. Podniósł znowu list i pobiegł z nim do pokoju Dave'a. Mustaine spał na swoim łóżku jak zabity. Cliff zaczął go szturchać
- Dave, wstawaj. Natychmiast
- Cooooooo, co sie dzieje?
- Nie ma Courtney...
- Wróci - przewrócił sie na drugi bok i cały zakrył kołdrą. Cliff ściągnął z niego kołdrę
- Nie wróci! Odeszła, zostawiła list! Przeczytaj - szarpnął Dave'a żeby ten w końcu usiadł. Gitarzysta wziął od niego kartke, a Cliff zapalił światło
- Nic nie widze. Daj mi okulary
- Przecież Ty nie masz żadnych okularów
- Hehe, no tak - ziewnął i zaczął czytać list. W końcu skończył - No to co, odeszła. Znajdziesz sobie inną - oddał mu list i znowu się położył. Burton był w szoku że Dave tak na to zareagował
- Jak to znajde sobie inną? Ona jest w ciąży. Nikogo nie zna w NY! A jak wróci do LA... ojciec ją zabije
- Ale napisała że masz jej nie szukać
- Każda tak pisze! Żeby potem je szukać - wyszedł wkurwiony z jego pokoju. Rudy wzruszył ramionami i wrócił do spania. Cliff wrócił do swojego pokoju, który dzielił razem z Court. Usiadł na łóżku i wziął do ręki jej pierścionek i obrączke. Zachciało mu się płakać, że wszystko tak sie potoczyło. Kochał ją i chciał żeby do niego wróciła, ale nawet nie wiedział gdzie jej szukać

~~~~~~~~~~

Cliff nie spał całą noc. Wyszedł rano z pokoju i spotkał Marty'ego na korytarzu.
- Cześć Cliff
- Cześć Marty
- Co Ty taki smutny? Courtney śpi?
- Courtney nie ma - spuścił wzrok
- Poszła do pracy?
- Nie... odeszła. Ode mnie
- O kurde... - Marty nie wiedział co powiedzieć - Przykro mi...
- Dzięki
- Możemy gdzieś iść razem! Znam fajną japońską restauracje z sushi, pójdziemy?
- Może kiedy indziej... Wybacz, nie mam na razie ochoty na wyjścia - wrócił do swojego pokoju i zamknął drzwi. Z korytarza usłyszał jeszcze głos Marty'ego i Juniora
- Co mu sie stało? - spytał Junior
- Courtney go zostawiła...
- Kiedy?
- Chyba wczoraj...
- Szybko
Burton zamknął oczy. Nie chciał o tym myśleć i postanowił sie troche przespać. Było mu jednak ciężko bo myśl o Courtney i ich dziecku nie dawała mu spokoju, a oprócz tego co chwile Dave wchodził do jego pokoju i czegoś chciał. Po jakimś czasie jednak zasnął

~~~~~~~~~~~~~~

Courtney leżała na łóżku w tanim przydrożnym motelu. Płakała i głaskała sie po brzuchu
- Przepraszam...
Rozpłakała sie jeszcze głośniej
- Nie poradzimy sobie sami. Musze wrócić do LA. Ojciec mnie zatłucze, ale to może lepiej... nie będziesz przeze mnie cierpieć - pociągnęła nosem i zaczęła śpiewać jakąś kołysanke. Zasnęła szybko.
Obudziła sie wcześnie rano. Poszła do łazienki, a potem zaczęła pakować swoje rzeczy. Nie miała ich zbyt dużo. Wyszła z pokoju, zapłaciła za nocleg i poszła na nogach na najbliższy przystanek autobusowy. Usiadła na ławce i opatuliła sie mocniej kurtką. W kieszeni miała ostatnie pieniądze na bilet do LA

sobota, 7 czerwca 2014

Rozdział VIII

Następnego dnia Courtney poszła do pracy. Było normalnie, nie miała żadnych spin z kolegą z pracy i z szefem. Kiedy wróciła chłopaki grali próbe przed dzisiejszym koncertem. Pierwszym koncertem z Cliffem. Weszła do ich sali.
- Zjecie coś?
- Nie, dzięki - odezwał sie Cliff
- Ja też nic nie chce - powiedział Nick
- Nie jestem głodny - dodał Junior
- A ja coś zjem. Jajecznice może - powiedział Dave
- Ja zjadłbym sushi - dodał Marty
Court zaśmiała sie
- To zamówie sushi i zrobie Ci jajecznice, Dave. Cliff, możemy chwile pogadać?
- Tak - odłożył gitare i wyszli z sali - Stało sie coś?
- Nie, po prostu jutro ide do lekarza. Pójdziesz ze mną?
\- Jasne
- Dobrze - pocałowała go i poszła do kuchni.
Wieczorem Courtney została w domu, a chłopaki pojechali na koncert. Cliff sie obawiał wyjść po raz pierwszy z nimi na scene, ale publiczność ciepło go przyjęła. Zagrali koncert,pożegnali siez widownią i poszli za kulisy. Było tam dosyć sporo fanów. Troche z nimi rozmawiali, prosili o autografy. W pewnym momencie do Cliffa podeszła młoda dziewczyna, z ciemną karnacją, ciemnymi kręconymi włosami i brązowymi oczami.
- Możesz mi sie podpisać? - uśmiechnęła sie i podsunęła mu jego plakat
- Pewnie, jak masz na imie?
- Maggie
Podpisał sie na plakacie i jeszcze raz na nią spojrzał. Była bardzo ładna
- Może pójdziemy gdzieś razem?
- Mam żone...
- Niczego sie nie dowie - wzięła go za ręke i poszli do łazienki. Zamknęli sie w jednej z kabin. W jednej chwili Burton zapomniał o tym, że ma żone w ciąży
Kiedy wyszli po jakimś czasie z łazienki, Maggie poprawiła włosy i pocałowała go. Uśmiechnęła sie i poszła w swoją strone. Cliff rozejrzał sie żeby znaleźć kogoś z zespołu. Kilka kroków od siebie zauważył Freda, kolege z pracy Courtney. Podszedł do niego
- O, Fred. Co tu robisz? Byłeś na naszym koncercie?
- Nie, gracie do dupy. Przyszedłem poszukać Dave'a - obrzucił go wrogim spojrzeniem i odszedł. Cliff też postanowił rozejrzeć sie za Dave'em. Znalazł go na pustej scenie. Jakaś dziewczyna siedziała mu na kolanach. Podszedł do nich
- Fred Cie szukał
- Kto?
- Ten co z Court pracuje. Ruchałeś jego laske
- A pamiętam, hehe. Nie widziałem go... -pogłaskał dziewczyne po udzie - Ale jego narzeczonej dalej nie pamiętam
Usiadł obok nich.
- Zdradziłem Courtney
- Szybko. Z kim?
- Z jakąś fanką na backstage'u
- Ładna?
- Dave...
- Sorry. Znajdźmy reszte i wracajmy do domu - Mustaine pożegnał sie z dziewczyną, znaleźli reszte zespołu i pojechali do domu. Cliff wszedł do sypialni. Było ciemno i cicho. Zapalił światło. Courtney nie było. Zauważył na szafce jakąś kartke i pierścionek zaręczynowy wraz z obrączką. Odsunął biżuerie i wziął kartke do rąk. Zaczął czytać:

"Nie jest mi łatwo pisać ten list. Napisałam go spontanicznie, ot tak. Dzisiaj miałam złe przeczucia. Od rana. Dlaczego? Twój pierwszy koncert. Nie pojechałam na Twój występ, bo Ci ufałam. Właśnie. Ufałam... Nie wiem kiedy odczytasz ten list, ale podczas trwania koncertu zapukał do naszych drzwi Fred. Pamiętasz? Tak, ten mój kolega ze sklepu muzycznego. Powiedział mi, że widział jak Ty i jego była narzeczona zmierzaliście razem w stronę toalety. Obściskiwaliście się. Wiem, że nie kłamał. Nie był pod wpływem używek, nie. Nie musiał kłamać, bo po co? Prędzej zrobiłby coś na niekorzyść Dave'a, a nie Twoją.
Byłeś dla mnie całym światem, Cliff. Całym światem. Myślałam jedynie o nas, o Tobie, o NASZYM wspólnym dziecku. Nie spodziewałam się tego po Tobie. Wiedziałam, że pijesz. Wiedziałam, że ćpasz. Ale podejrzewałam, że nigdy nie postąpisz w taki sposób. Zraniłeś mnie. Cholernie mnie zraniłeś.
Zostawiam Ciebie, odchodzę. Nie potrafiłabym Ci już spojrzeć w oczy. Zostawiam Ci obrączkę i pierścionek zaręczynowy. Mają swoją wartość materialną, sprzedaj je.
Nie szukaj mnie, błagam. To jedyne co możesz dla mnie zrobić. Nigdy mnie nie szukaj.
Wiesz co jest najgorsze? Że nadal Cię kocham...
Mam nadzieję, iż ułożysz sobie życie z inną kobietą. Obyś jej nigdy nie zdradził.
Zapomnij o mnie i nie szukaj mnie.
Courtney"

Cliff wypuścił list z dłoni.

piątek, 25 kwietnia 2014

Rozdział VII

Rano obydwoje obudzili sie.
- Powinniśmy iść do lekarza - powiedział Cliff
- Dobrze, pójdziemy
Ubrali sie, zjedli szybko śniadanie i pojechali do lekarza. Usiedli w poczekalni. Courtney zaczynały denerwować inne kobiety, które patrzyły na Cliffa jak w obrazek. W końcu lekarz zaprosił ją do gabinetu. Wzięła Burtona ze sobą.
- Dzień dobry, co dolega? - spytał lekarz
- Chcieliśmy potwierdzić ciąże - odezwała sie Court
- Dobrze, więc prosze sie położyć
Courtney położyła sie, a lekarz ją szybko zbadał.
- Tak, jest pani w ciąży - ściągnął okulary i podszedł do biurka - Ale bardzo krótko więc ciężko cokolwiek powiedzieć na razie
Courtney i Cliff uśmiechnęli się do siebie. Podziękowali, pożegnali się i wyszli z gabinetu. W poczekalni jakaś pielęgniarka rzuciła się na Cliffa.
- Cliff Burton, nie wierzę! - pisnęła przytulając sie do niego - Uwielbiam Cię!
- To miłe, dzięki
- Podpiszesz mi sie?
- Jasne
Dziewczyna podała mu jakiś mazak
- O tutaj, na prawej piersi - odpięła kilka guzików żeby Cliff mógł sie jej podpisać na biuście. Courtney zdenerwowała sie ale nic nie mówiła. Basista podpisał sie i uśmiechnął do dziewczyny. Wyszedł razem z żoną z przychodni.
- Cliff, może poszłabym do pracy? - spytała Courtney
- Przeciez jesteś w ciąży...
- No wiem, ale siedzenie w sklepie by mi nie zaszkodziło. To dopiero początek ciąży, nawet nic nie widać
- No dobrze, możemy poszukać jakiejś pracy
Chodzili troche po mieście. W końcu znaleźli jakiś sklep muzyczny na drzwiach którego było ogłoszenie, że poszukują sprzedawcy
- Wejdźmy - powiedziała Court. Weszli do środka. Był tam jakiś facet, który właśnie stroił gitare. Miał długie ciemne związane włosy, koszulke z Motorhead i obcisłe jeansy. Spojrzał na Cliffa i Court i otworzył usta ze zdziwienia.
- Cliff Burton?! - krzyknął zszokowany
- No, to ja... - uśmiechnął sie
- Stary uwielbiam Cię! Jesteś mistrzem! Nie wierze że przyszedłeś do mojego sklepu! Podpiszesz mi sie na gitarze?
- Jasne, ale jest sprawa...
- Dla Ciebie wszystko!
- Widzieliśmy ogłoszenie, moja żona szuka pracy...
Właściciel spojrzał na Court
- Fajnie byłoby mieć w końcu dziewczyne w sklepie... ładną... - patrzył na nią od góry do dołu - Znasz sie na muzyce?
- No tak...
- A na instrumentach?
- Mniej wiecej... ale szybko sie ucze, dam rade
- Nie wątpie... zresztą jestem tu prawie codziennie
- Ale ona jest w ciąży, nie powinna dźwigać ani nic... - wtrącił sie Cliff
- Spokojnie, ja jestem i jest jeszcze jeden pracownik
Cliff podpisał mu sie jeszcze na gitarze, pożegnali sie i wyszli. Wrócili do domu

~~~~~~~~~~~

Z samego rana Court szykowała sie do pracy. Cliff też już nie spał. 
- Może przyjde po Ciebie po pracy?
- Dobrze. Kończe o 17
Pocałowała go i wyszła z domu. Cliff nie miał nic szczególnego przez cały dzień do roboty. Zagrali próbe, pograł troche na basie. Po 16 chciał sie już zbierać po Court. Reszta zespołu też chciała z nim iść. Zgodził sie. Nie jechali samochodem, tylko szli pieszo. Doszli na miejsce dosyć szybko. Weszli do środka sklepu. Courtney kończyła układać jakieś winyle. Spojrzała na nich ze zdziwieniem
- Cliff? Już jesteś?
- No. Zaraz kończysz
- No w sumie tak. Ale miałeś przyjść sam...
Po chwili zobaczyli jak z zaplecza wychodził jakiś chłopak z pudłem w rękach. Wyglądał troche jak kopia Jamesa Hetfielda.
- Jeszcze to można powy... - spojrzał na chłopaków i jego wzrok padł na Dave'a - Dave Mustaine?!
- No, to ja - uśmiechnął sie - Chcesz autograf, zagrać Ci coś?
- Nie!!!! Spałeś z moją narzeczoną Ty chuju!
- Serio? Z którą?
Facet wypuścił pudło z rąk i rzucił sie z pięściami na Dave'a. Cliff i Junior odciągnęli go od niego
- Nawet nie próbuj tu więcej przychodzić! Zabije Cię za to że rozwaliłeś mój związek! Byłem z tą dziewczyną 3 lata!
- A chuj mnie to! Widocznie wolała mnie skoro pieprzyła sie ze mną po jakimś koncercie!
Chłopak sie jeszcze troche wyrywał, ale po chwili sie uspokoił
 - Jeszcze tego pożałujesz. Lepiej bądź ostrożny
Wrócił na zaplecze. Dave nic nie ogarniał i oczywiście sie nie bał. Courtney poczuła sie dziwnie. Ubrała kurtke i wyszli stamtąd.
- Fajne wrażenie zrobiłam pierwszego dnia - powiedziała cicho
- Nie przejmuj sie. On nie jest właścicielem, więc cię nie wywali
- Może masz racje... - objął ją ramieniem i wrócili do domu. Courtney jako jedyna przejmowała sie słowami swojego kolegi pracy, ktore skierował w strone Dave'a.

piątek, 18 kwietnia 2014

Rozdział VI

Następny dzień. Cliff i Court obudzili się. Junior tak samo. Cała trójka nie odzywała sie do siebie, tylko bez słowa zaczęli sie pakować. Dzisiaj wieczorem po ślubie Cliffa i Courtney mieli wyjeżdżać do NY.
- Ide po coś do picia - powiedział Burton i wyszedł z pokoju. Junior spojrzał na Court.
- Na pewno chcesz brać z nim ślub?
- Tak. Kocham go.
- On próbował Cię wczoraj udusić...
Courtney westchnęła.
- Nieważne. Był pijany. Gdyby był trzeźwy nie zrobiłby tego.
- Krótko sie znacie...
- Kocham go - powtórzyła. Junior już się nie odzywał. Cliff wrócił chwile później i dokończyli pakowanie. Wszyscy spędzili cały dzień w hotelu. Wieczorem, 2 godziny przed lotem do NY, Cliff, Courtney i reszta zespołu pojechali do jakiejś kapliczki, gdzie można było wziąć ślub. Pogadali chwile z jakimś księdzem i zgodził sie udzielić im ślubu. Dave był świadkiem Cliffa, Court wybrała Marty'ego. Cała "ceremonia" przebiegła szybko i sprawnie.
- Załóżcie obrączki... - powiedział ksiądz. Założyli sobie obrączki. Ksiądz ogłosił ich mężem i żoną i mogli się pocałować.

~~~~~~~~

Jakiś czas później wszyscy pojechali na lotnisko i kilka godzin później byli już w Nowym Jorku, w swoim nowym domu.
- Wybierzcie sobie pokoje jakie chcecie - powiedział Dave. Wszyscy pobiegli na góre, wybrać sobie najlepsze pokoje. Dave oczywiście musiał mieć największy pokój z najlepszym widokiem z okna. Court i Cliff mieli pokój obok niego. Marty i Nick mieli osobne, troche mniejsze pokoje obok siebie. Junior miał swój pokój na końcu korytarza, obok łazienki. Na dole był salon, kuchnia i pomieszczenie z którego mieli zrobić sobie salę prób.
Kiedy się już troche rozpakowali, zamówili coś do jedzenia i zjedli w swoich pokojach. W Nowym Jorku był jeszcze dzień, więc Cliff postanowił wyciągnąć Court na spacer
- Przejdziemy sie troche?
- Tak. Nie byłam nigdy wcześniej w NY
Przebrali się i wyszli z domu. Chodzili spokojnie za rękę nie odzywając się do siebie. Przeszli obok jubilera
- Wejdźmy - powiedział Cliff
- Po co?
- Nie dostałaś pierścionka zaręczynowego
- Cliff, nie musisz...
- Muszę
Weszli do środka. Patrzyli na pierścionki w gablotkach
- Który Ci się podoba? - spytał
Court oglądała dokładnie wszystkie pierścionki.
- Ten jest piękny - wskazała na pierścionek z szafirem. Sprzedawca wyciągnął go i pozwolił przymierzyć Courtney - Pasuje...
- To weźmiemy ten - sprzedawca schował go do pudełeczka, Cliff zapłacił i wyszli.
- Cliff, nie musiałeś... ale dziękuję... - powiedziała z uśmiechem Court. Basista rozejrzał sie i uklęknął przed nią.
- Nie oświadczyłem Ci sie jeszcze... - zaśmiał sie cicho - Courtney Wilson, czy zostaniesz moją żoną?
Court uśmiechnęła sie. Po chwili zaczęła płakać
- Oczywiście...
Wstał, po czym założył jej pierścionek na palec i przytulili się.

~~~~~~~~~~~~

Kiedy wrócili do domu nie było już tak miło. Cliff i Court znowu zaczęli się kłócić.
- Gdyby nie ja to... - zaczął Cliff
- To co?! - przerwała mu Courtney - Miałabym mniej siniaków?!
Cliff już się zamachnął żeby ją uderzyć, jednak powstrzymał się.
- Pomogłem Ci, a Ty mi się tak odwdzięczasz?! Gdyby nie ja to teraz siedziałabyś w burdelu i posuwałby Cię obcy facet!
Courtney uderzyła go z całej siły w twarz.
- Nienawidze Cię, skurwielu!
Kiedy Burton sie zachwiał, Court wzięła jego bas i zrzuciła gitare ze schodów. W całym domu słychać było dźwięk roztrzaskującego się instrumentu.
- Ty dziwko... - szarpnął ją. Court przewróciła sie. Ciągnął ją za włosy po podłodze. Courtney krzyczała i płakała.
- Zostaw mnie!
Wciągnął ją do ich pokoju i zamknął drzwi. Pochylił sie nad nią i zaczął ją dusić. Court zaczęła sie wić i próbowała krzyczeć. Po chwili do pokoju wszedł Dave z Juniorem
- Cliff, zostaw ją! - krzyknął Dave i odciągnęli go od niej. Court podniosła sie z podłogi i uciekła z pokoju.
- Jesteś pojebany?! Mogłeś ją zabić!
- Ona zrzuciła mój bas ze schodów!
- To nie jest powód żeby ją dusić!
Cliff westchnął. Wyszedl bez słowa z pokoju i poszedł do łazienki. Zapukał
- Courtney...
Usłyszał cichy płacz.
- Courtney, otwórz... 
- Nie... zabijesz mnie... - powiedziała drżącym głosem
- Nic Ci nie zrobie... otwórz proszę...
Po chwili usłyszał jak Courtney zaczyna wymiotować. Stał jeszcze chwile pod drzwiami i wrócił do pokoju. Court przyszła jakiś czas później. Burton siedział na łóżku i patrzył na nią. Usiadła bez słowa obok niego. Objął ją nieśmiało ramieniem.
- Jak sie czujesz?
- Tak sobie... położe sie... - powiedziała cicho i położyła sie do łóżka. Cliff położył sie obok niej i przytulił ją
- Kocham Cię...
Courtney nic nie odpowiedziała, ale uśmiechnęła sie lekko sama do siebie. Niedługo później już spali.