piątek, 25 kwietnia 2014

Rozdział VII

Rano obydwoje obudzili sie.
- Powinniśmy iść do lekarza - powiedział Cliff
- Dobrze, pójdziemy
Ubrali sie, zjedli szybko śniadanie i pojechali do lekarza. Usiedli w poczekalni. Courtney zaczynały denerwować inne kobiety, które patrzyły na Cliffa jak w obrazek. W końcu lekarz zaprosił ją do gabinetu. Wzięła Burtona ze sobą.
- Dzień dobry, co dolega? - spytał lekarz
- Chcieliśmy potwierdzić ciąże - odezwała sie Court
- Dobrze, więc prosze sie położyć
Courtney położyła sie, a lekarz ją szybko zbadał.
- Tak, jest pani w ciąży - ściągnął okulary i podszedł do biurka - Ale bardzo krótko więc ciężko cokolwiek powiedzieć na razie
Courtney i Cliff uśmiechnęli się do siebie. Podziękowali, pożegnali się i wyszli z gabinetu. W poczekalni jakaś pielęgniarka rzuciła się na Cliffa.
- Cliff Burton, nie wierzę! - pisnęła przytulając sie do niego - Uwielbiam Cię!
- To miłe, dzięki
- Podpiszesz mi sie?
- Jasne
Dziewczyna podała mu jakiś mazak
- O tutaj, na prawej piersi - odpięła kilka guzików żeby Cliff mógł sie jej podpisać na biuście. Courtney zdenerwowała sie ale nic nie mówiła. Basista podpisał sie i uśmiechnął do dziewczyny. Wyszedł razem z żoną z przychodni.
- Cliff, może poszłabym do pracy? - spytała Courtney
- Przeciez jesteś w ciąży...
- No wiem, ale siedzenie w sklepie by mi nie zaszkodziło. To dopiero początek ciąży, nawet nic nie widać
- No dobrze, możemy poszukać jakiejś pracy
Chodzili troche po mieście. W końcu znaleźli jakiś sklep muzyczny na drzwiach którego było ogłoszenie, że poszukują sprzedawcy
- Wejdźmy - powiedziała Court. Weszli do środka. Był tam jakiś facet, który właśnie stroił gitare. Miał długie ciemne związane włosy, koszulke z Motorhead i obcisłe jeansy. Spojrzał na Cliffa i Court i otworzył usta ze zdziwienia.
- Cliff Burton?! - krzyknął zszokowany
- No, to ja... - uśmiechnął sie
- Stary uwielbiam Cię! Jesteś mistrzem! Nie wierze że przyszedłeś do mojego sklepu! Podpiszesz mi sie na gitarze?
- Jasne, ale jest sprawa...
- Dla Ciebie wszystko!
- Widzieliśmy ogłoszenie, moja żona szuka pracy...
Właściciel spojrzał na Court
- Fajnie byłoby mieć w końcu dziewczyne w sklepie... ładną... - patrzył na nią od góry do dołu - Znasz sie na muzyce?
- No tak...
- A na instrumentach?
- Mniej wiecej... ale szybko sie ucze, dam rade
- Nie wątpie... zresztą jestem tu prawie codziennie
- Ale ona jest w ciąży, nie powinna dźwigać ani nic... - wtrącił sie Cliff
- Spokojnie, ja jestem i jest jeszcze jeden pracownik
Cliff podpisał mu sie jeszcze na gitarze, pożegnali sie i wyszli. Wrócili do domu

~~~~~~~~~~~

Z samego rana Court szykowała sie do pracy. Cliff też już nie spał. 
- Może przyjde po Ciebie po pracy?
- Dobrze. Kończe o 17
Pocałowała go i wyszła z domu. Cliff nie miał nic szczególnego przez cały dzień do roboty. Zagrali próbe, pograł troche na basie. Po 16 chciał sie już zbierać po Court. Reszta zespołu też chciała z nim iść. Zgodził sie. Nie jechali samochodem, tylko szli pieszo. Doszli na miejsce dosyć szybko. Weszli do środka sklepu. Courtney kończyła układać jakieś winyle. Spojrzała na nich ze zdziwieniem
- Cliff? Już jesteś?
- No. Zaraz kończysz
- No w sumie tak. Ale miałeś przyjść sam...
Po chwili zobaczyli jak z zaplecza wychodził jakiś chłopak z pudłem w rękach. Wyglądał troche jak kopia Jamesa Hetfielda.
- Jeszcze to można powy... - spojrzał na chłopaków i jego wzrok padł na Dave'a - Dave Mustaine?!
- No, to ja - uśmiechnął sie - Chcesz autograf, zagrać Ci coś?
- Nie!!!! Spałeś z moją narzeczoną Ty chuju!
- Serio? Z którą?
Facet wypuścił pudło z rąk i rzucił sie z pięściami na Dave'a. Cliff i Junior odciągnęli go od niego
- Nawet nie próbuj tu więcej przychodzić! Zabije Cię za to że rozwaliłeś mój związek! Byłem z tą dziewczyną 3 lata!
- A chuj mnie to! Widocznie wolała mnie skoro pieprzyła sie ze mną po jakimś koncercie!
Chłopak sie jeszcze troche wyrywał, ale po chwili sie uspokoił
 - Jeszcze tego pożałujesz. Lepiej bądź ostrożny
Wrócił na zaplecze. Dave nic nie ogarniał i oczywiście sie nie bał. Courtney poczuła sie dziwnie. Ubrała kurtke i wyszli stamtąd.
- Fajne wrażenie zrobiłam pierwszego dnia - powiedziała cicho
- Nie przejmuj sie. On nie jest właścicielem, więc cię nie wywali
- Może masz racje... - objął ją ramieniem i wrócili do domu. Courtney jako jedyna przejmowała sie słowami swojego kolegi pracy, ktore skierował w strone Dave'a.

piątek, 18 kwietnia 2014

Rozdział VI

Następny dzień. Cliff i Court obudzili się. Junior tak samo. Cała trójka nie odzywała sie do siebie, tylko bez słowa zaczęli sie pakować. Dzisiaj wieczorem po ślubie Cliffa i Courtney mieli wyjeżdżać do NY.
- Ide po coś do picia - powiedział Burton i wyszedł z pokoju. Junior spojrzał na Court.
- Na pewno chcesz brać z nim ślub?
- Tak. Kocham go.
- On próbował Cię wczoraj udusić...
Courtney westchnęła.
- Nieważne. Był pijany. Gdyby był trzeźwy nie zrobiłby tego.
- Krótko sie znacie...
- Kocham go - powtórzyła. Junior już się nie odzywał. Cliff wrócił chwile później i dokończyli pakowanie. Wszyscy spędzili cały dzień w hotelu. Wieczorem, 2 godziny przed lotem do NY, Cliff, Courtney i reszta zespołu pojechali do jakiejś kapliczki, gdzie można było wziąć ślub. Pogadali chwile z jakimś księdzem i zgodził sie udzielić im ślubu. Dave był świadkiem Cliffa, Court wybrała Marty'ego. Cała "ceremonia" przebiegła szybko i sprawnie.
- Załóżcie obrączki... - powiedział ksiądz. Założyli sobie obrączki. Ksiądz ogłosił ich mężem i żoną i mogli się pocałować.

~~~~~~~~

Jakiś czas później wszyscy pojechali na lotnisko i kilka godzin później byli już w Nowym Jorku, w swoim nowym domu.
- Wybierzcie sobie pokoje jakie chcecie - powiedział Dave. Wszyscy pobiegli na góre, wybrać sobie najlepsze pokoje. Dave oczywiście musiał mieć największy pokój z najlepszym widokiem z okna. Court i Cliff mieli pokój obok niego. Marty i Nick mieli osobne, troche mniejsze pokoje obok siebie. Junior miał swój pokój na końcu korytarza, obok łazienki. Na dole był salon, kuchnia i pomieszczenie z którego mieli zrobić sobie salę prób.
Kiedy się już troche rozpakowali, zamówili coś do jedzenia i zjedli w swoich pokojach. W Nowym Jorku był jeszcze dzień, więc Cliff postanowił wyciągnąć Court na spacer
- Przejdziemy sie troche?
- Tak. Nie byłam nigdy wcześniej w NY
Przebrali się i wyszli z domu. Chodzili spokojnie za rękę nie odzywając się do siebie. Przeszli obok jubilera
- Wejdźmy - powiedział Cliff
- Po co?
- Nie dostałaś pierścionka zaręczynowego
- Cliff, nie musisz...
- Muszę
Weszli do środka. Patrzyli na pierścionki w gablotkach
- Który Ci się podoba? - spytał
Court oglądała dokładnie wszystkie pierścionki.
- Ten jest piękny - wskazała na pierścionek z szafirem. Sprzedawca wyciągnął go i pozwolił przymierzyć Courtney - Pasuje...
- To weźmiemy ten - sprzedawca schował go do pudełeczka, Cliff zapłacił i wyszli.
- Cliff, nie musiałeś... ale dziękuję... - powiedziała z uśmiechem Court. Basista rozejrzał sie i uklęknął przed nią.
- Nie oświadczyłem Ci sie jeszcze... - zaśmiał sie cicho - Courtney Wilson, czy zostaniesz moją żoną?
Court uśmiechnęła sie. Po chwili zaczęła płakać
- Oczywiście...
Wstał, po czym założył jej pierścionek na palec i przytulili się.

~~~~~~~~~~~~

Kiedy wrócili do domu nie było już tak miło. Cliff i Court znowu zaczęli się kłócić.
- Gdyby nie ja to... - zaczął Cliff
- To co?! - przerwała mu Courtney - Miałabym mniej siniaków?!
Cliff już się zamachnął żeby ją uderzyć, jednak powstrzymał się.
- Pomogłem Ci, a Ty mi się tak odwdzięczasz?! Gdyby nie ja to teraz siedziałabyś w burdelu i posuwałby Cię obcy facet!
Courtney uderzyła go z całej siły w twarz.
- Nienawidze Cię, skurwielu!
Kiedy Burton sie zachwiał, Court wzięła jego bas i zrzuciła gitare ze schodów. W całym domu słychać było dźwięk roztrzaskującego się instrumentu.
- Ty dziwko... - szarpnął ją. Court przewróciła sie. Ciągnął ją za włosy po podłodze. Courtney krzyczała i płakała.
- Zostaw mnie!
Wciągnął ją do ich pokoju i zamknął drzwi. Pochylił sie nad nią i zaczął ją dusić. Court zaczęła sie wić i próbowała krzyczeć. Po chwili do pokoju wszedł Dave z Juniorem
- Cliff, zostaw ją! - krzyknął Dave i odciągnęli go od niej. Court podniosła sie z podłogi i uciekła z pokoju.
- Jesteś pojebany?! Mogłeś ją zabić!
- Ona zrzuciła mój bas ze schodów!
- To nie jest powód żeby ją dusić!
Cliff westchnął. Wyszedl bez słowa z pokoju i poszedł do łazienki. Zapukał
- Courtney...
Usłyszał cichy płacz.
- Courtney, otwórz... 
- Nie... zabijesz mnie... - powiedziała drżącym głosem
- Nic Ci nie zrobie... otwórz proszę...
Po chwili usłyszał jak Courtney zaczyna wymiotować. Stał jeszcze chwile pod drzwiami i wrócił do pokoju. Court przyszła jakiś czas później. Burton siedział na łóżku i patrzył na nią. Usiadła bez słowa obok niego. Objął ją nieśmiało ramieniem.
- Jak sie czujesz?
- Tak sobie... położe sie... - powiedziała cicho i położyła sie do łóżka. Cliff położył sie obok niej i przytulił ją
- Kocham Cię...
Courtney nic nie odpowiedziała, ale uśmiechnęła sie lekko sama do siebie. Niedługo później już spali.