- Powinniśmy iść do lekarza - powiedział Cliff
- Dobrze, pójdziemy
Ubrali sie, zjedli szybko śniadanie i pojechali do lekarza. Usiedli w poczekalni. Courtney zaczynały denerwować inne kobiety, które patrzyły na Cliffa jak w obrazek. W końcu lekarz zaprosił ją do gabinetu. Wzięła Burtona ze sobą.
- Dzień dobry, co dolega? - spytał lekarz
- Chcieliśmy potwierdzić ciąże - odezwała sie Court
- Dobrze, więc prosze sie położyć
Courtney położyła sie, a lekarz ją szybko zbadał.
- Tak, jest pani w ciąży - ściągnął okulary i podszedł do biurka - Ale bardzo krótko więc ciężko cokolwiek powiedzieć na razie
Courtney i Cliff uśmiechnęli się do siebie. Podziękowali, pożegnali się i wyszli z gabinetu. W poczekalni jakaś pielęgniarka rzuciła się na Cliffa.
- Cliff Burton, nie wierzę! - pisnęła przytulając sie do niego - Uwielbiam Cię!
- To miłe, dzięki
- Podpiszesz mi sie?
- Jasne
Dziewczyna podała mu jakiś mazak
- O tutaj, na prawej piersi - odpięła kilka guzików żeby Cliff mógł sie jej podpisać na biuście. Courtney zdenerwowała sie ale nic nie mówiła. Basista podpisał sie i uśmiechnął do dziewczyny. Wyszedł razem z żoną z przychodni.
- Cliff, może poszłabym do pracy? - spytała Courtney
- Przeciez jesteś w ciąży...
- No wiem, ale siedzenie w sklepie by mi nie zaszkodziło. To dopiero początek ciąży, nawet nic nie widać
- No dobrze, możemy poszukać jakiejś pracy
Chodzili troche po mieście. W końcu znaleźli jakiś sklep muzyczny na drzwiach którego było ogłoszenie, że poszukują sprzedawcy
- Wejdźmy - powiedziała Court. Weszli do środka. Był tam jakiś facet, który właśnie stroił gitare. Miał długie ciemne związane włosy, koszulke z Motorhead i obcisłe jeansy. Spojrzał na Cliffa i Court i otworzył usta ze zdziwienia.
- Cliff Burton?! - krzyknął zszokowany
- No, to ja... - uśmiechnął sie
- Stary uwielbiam Cię! Jesteś mistrzem! Nie wierze że przyszedłeś do mojego sklepu! Podpiszesz mi sie na gitarze?
- Jasne, ale jest sprawa...
- Dla Ciebie wszystko!
- Widzieliśmy ogłoszenie, moja żona szuka pracy...
Właściciel spojrzał na Court
- Fajnie byłoby mieć w końcu dziewczyne w sklepie... ładną... - patrzył na nią od góry do dołu - Znasz sie na muzyce?
- No tak...
- A na instrumentach?
- Mniej wiecej... ale szybko sie ucze, dam rade
- Nie wątpie... zresztą jestem tu prawie codziennie
- Ale ona jest w ciąży, nie powinna dźwigać ani nic... - wtrącił sie Cliff
- Spokojnie, ja jestem i jest jeszcze jeden pracownik
Cliff podpisał mu sie jeszcze na gitarze, pożegnali sie i wyszli. Wrócili do domu
~~~~~~~~~~~
Z samego rana Court szykowała sie do pracy. Cliff też już nie spał.
- Może przyjde po Ciebie po pracy?
- Dobrze. Kończe o 17
- Dobrze. Kończe o 17
Pocałowała go i wyszła z domu. Cliff nie miał nic szczególnego przez cały dzień do roboty. Zagrali próbe, pograł troche na basie. Po 16 chciał sie już zbierać po Court. Reszta zespołu też chciała z nim iść. Zgodził sie. Nie jechali samochodem, tylko szli pieszo. Doszli na miejsce dosyć szybko. Weszli do środka sklepu. Courtney kończyła układać jakieś winyle. Spojrzała na nich ze zdziwieniem
- Cliff? Już jesteś?
- No. Zaraz kończysz
- No w sumie tak. Ale miałeś przyjść sam...
Po chwili zobaczyli jak z zaplecza wychodził jakiś chłopak z pudłem w rękach. Wyglądał troche jak kopia Jamesa Hetfielda.
- Jeszcze to można powy... - spojrzał na chłopaków i jego wzrok padł na Dave'a - Dave Mustaine?!
- No, to ja - uśmiechnął sie - Chcesz autograf, zagrać Ci coś?
- Nie!!!! Spałeś z moją narzeczoną Ty chuju!
- Serio? Z którą?
Facet wypuścił pudło z rąk i rzucił sie z pięściami na Dave'a. Cliff i Junior odciągnęli go od niego
- Nawet nie próbuj tu więcej przychodzić! Zabije Cię za to że rozwaliłeś mój związek! Byłem z tą dziewczyną 3 lata!
- A chuj mnie to! Widocznie wolała mnie skoro pieprzyła sie ze mną po jakimś koncercie!
Chłopak sie jeszcze troche wyrywał, ale po chwili sie uspokoił
- Jeszcze tego pożałujesz. Lepiej bądź ostrożny
Wrócił na zaplecze. Dave nic nie ogarniał i oczywiście sie nie bał. Courtney poczuła sie dziwnie. Ubrała kurtke i wyszli stamtąd.
- Fajne wrażenie zrobiłam pierwszego dnia - powiedziała cicho
- Nie przejmuj sie. On nie jest właścicielem, więc cię nie wywali
- Może masz racje... - objął ją ramieniem i wrócili do domu. Courtney jako jedyna przejmowała sie słowami swojego kolegi pracy, ktore skierował w strone Dave'a.