niedziela, 1 lutego 2015

Rozdział XII

Po 2 dniach Court mogła wyjść ze szpitala. Jej stan się polepszył, a poród był coraz bliżej. Podczas badań dowiedziała się, że urodzi chłopca. Wszyscy się cieszyli.
Któregoś popołudnia Cliff i Courtney siedzieli sami w domu. Zaczęli rozmawiać o swoim dziecku.
- Jak je nazwiemy- spytała.
- Nie wiem... może damy mu imię na C, żeby pasowało do nas?
- Jakieś pomysły?
Cliff przez chwilę się zastanawiał.
- Curtis, Cody, Carroll, Casper...
Courtney się skrzywiła.
- A jakieś inne?
- Zresztą nie musi mieć imienia na C. Dajmy imię... hmm... może Thomas? Tommy... Tommy Burton...
- Thomas... - powiedział pod nosem - Ok.
- A na drugie? Możesz wymyśleć.
- Brandon! Thomas Brandon.
- Ok, pasuje - uśmiechnęła się - Thomas Brandon Burton...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Minęły 3 miesiące. Courtney była w dziewiątym miesiącu ciąży. Do terminu zostały jej niecałe dwa tygodnie. Wszyscy za namową Friedmana zgodzili się jechać do Japonii odpocząć, a Court chciała urodzić tam swojego syna. Związek Nicka i Marty'ego zakończył się bardzo szybko. W jednym z nocnych klubów Nick poznał dziewczynę, Keirę, z którą zaczął się spotykać. Junior natomiast zostawił Joan po tym, kiedy dowiedział sie że zdradza go ze swoim dilerem.
- Puszczalska szmata... jeszcze mnie popamięta - odgrażał się David, kiedy przechodzili przez odprawę.
- Odpuść sobie. Też ją zdradzałeś - rzucił Dave
- Co?! Nie zdradziłem jej ani razu. Dobra, może po koncercie jedna fanka mi obciągnęła, ale to co innego!
- Poznasz inną - powiedział Nick, idąc za rękę z Keirą. Junior spojrzał w jej dekolt. Przeszli przez odprawe, a potem szukali swoich miejsc w samolocie. Cliff siedział razem z Court i Martym. Ellefson z Nickiem i Keirą, a Dave na końcu wśród obcych ludzi.
- Cliff, zamów mi coś do jedzenia - powiedziała Courtney. Spojrzał na jej brzuch.
- A co...?
- No nie wiem, zupe jakąś, ciasto i kanapkę! Wszystko muszę Ci mówić?!
- Zaraz, spokojnie...
Cliff tak samo jak i reszta chłopaków mieli już dosyć zmiennych humorów Court. Mieli nadzieje że jak najszybciej urodzi. Zawołał stewardessę, która od razu do nich podeszła.
- Poprosze jakąś zupę, ciasto czekoladowe i kanapkę.
- Z masłem orzechowym - wtrąciła Courtney - Macie ogórki? Jeśli tak to też poproszę.
Kobieta spojrzała na jej brzuch i uśmiechnęła sie. Chwile potem Court dostała swoje jedzenie. Zjadła zupę, ciasto, później kanapkę i zagryzła ogórkiem.
- Od razu lepiej...
Lot do Japonii trwał długo. Marty opowiadał Cliffowi i Court o Japonii, Mustaine spał, Nick rozmawiał i miział sie z nową dziewczyną, a Junior patrzył na nich z zazdrością.
Kiedy lądowali, w Jokohamie był wczesny poranek. Mieli problem z dojazdem do hotelu, ale dali sobie radę. W recepcji Marty oczywiście rozmawiał po japońsku, mimo że pracownicy potrafili po angielsku. Ale był w końcu szczęśliwy i w swoim żywiole, więc reszta pozwoliła mu załatwić wszystkie sprawy związane z zameldowaniem. Wszyscy od razu rozeszli sie do swoich pokoi żeby odpocząć. Court podeszła do okna.
- Pięknie tu!
- Mnie też się podoba.
Usiadła na łóżku obok Cliffa.
- Polubiłeś Keirę?
- Jest... miła. I ładna.
Od razu spojrzała na niego.
- Wygląda na sukę... łatwą i podłą...
- Bo ma duże cycki i blond włosy?
- Nie tylko... jest taka miła, ale wydaje mi się, że to fałszywe... nie podoba mi się ona. Pewnie nawet nie kocha Nicka, zrani go.
- Dlaczego sie przejmujesz? To on się z nią związał, a nie Ty.
- Ale... -westchnęła - Nie rozumiesz. Nic o niej nie wiemy. Poznał ją na imprezie, od razu z nami zamieszkała, nic o niej nie wiemy. Nic nie mówi o rodzinie, nie pracuje. Ciekawe gdzie wcześniej mieszkała - zrobiła przerwę, ale po chwili mówiła dalej - W dodatku jak ona patrzy na resztę chłopaków. Zdradzi go na bank, nie zbliżaj się lepiej do niej. Cliff... słyszysz?
Odwróciła sie w jego strone. Cliff już spał, zmęczony po locie. Courtney westchnęła i sama postanowiła się położyć obok i zasnąć. Nie sądziła że jej podejrzenia wobec Keiry potwierdzą się już niedługo...

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Rozdział XI

- Nie mogę w to uwierzyć, że oni są pedałami - narzekał od rana Dave - Jak mogłem wziąć pedałów do zespołu?
- Uspokój się już - powiedziała Courtney - Może oni się kochają?
- Kochają - Junior zawył ze śmiechu - To jest kurwa dwóch facetów.
- Właśnie, wy myśleliście całe życie że oni lubią laski, a tak naprawde oni za ścianą... ohyda - Mustaine dalej mówił z obrzydzeniem o kolegach z zespołu.
Joan wstała z kolan Juniora.
- Dajcie im już spokój. Robicie problem z tego że Marty i Nick MOŻE są razem, a sami walicie przy lesbijskich pornosach
- Lesbijskie pornosy to co innego - tłumaczył się Dave
- Nie co innego, to jest to samo. Laska i laska są tak samo obrzydliwe jak facet z facetem.
- Mówisz tak bo jesteś kobietą. Dwie laski w akcji są fajne - powiedział Junior, a Joan uderzyła go w twarz.
- Jesteście obrzydliwi
-Nie powinniśmy się wtrącać - odezwała się Courtney - Oni nic nam nie robią. Nawet nie powiedzieli o tym.
- Bo im wstyd!
- Cliff, powiedz coś - Court spojrzała na niego
- A co ja mam powiedzieć? To ich sprawa. Skoro nie wpychają sobie przy mnie języków do gardeł i nie mówią że to jest ok, to mam to w dupie.
- Jesteście pojebani - skwitował Dave i wyszedł z kuchni.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Minęły 2 tygodnie. Sytuacja w domu Megadeth była napięta. Dave na każdym kroku dopiekał Marty'emu i Nickowi, którzy w ogóle nie przejmowali sie jego opiniami.
Któregos dnia kiedy wszyscy nie mieli co robić, Court chciała iść na lody. Zgodzili sie i poszli do najbliższej lodziarni.
- Marty, jakie chcesz lody? - spytała Joan która składała zamówienie,
- Śmietan...
- On chce tylko od Nicka - wtrącił się Dave. Wszyscy go zignorowali. Jo przewróciła oczami i zamówiła wszystkim lody. Kiedy Mustaine odbierał swoje, spojrzał znów na gitarzyst.
- Marty, a Ty robisz lody swojemu chłopakowi?
- Kurwa, mam Cie już dosyć! Dasz nam w końcu spokój?!
- Nigdy
- Nie kłóćcie się znowu - zaczęła Court
- To niech Dave przestanie mnie prowokować!
- Ja Cię prowokuje? Dobra, lepiej zaczne ubierać mniej obcisłe spodnie, bo zamiast na tyłek Nicka będziesz sie patrzył na mój.
Marty nie wytrzymał i rzucił sie na Mustaine'a. Było to głupie z jego strony, ponieważ Dave znał sztuki walki, a oprócz tego Friedman był od niego sporo niższy. Dave odepchnął go od siebie.
- Nawet nie próbuj mnie tknąć. Nie zapominaj że jestem Twoim szefem
- Ała... - Court złapała sie za brzuch. Cliff od razu do niej podszedł.
- Co sie stało?
- Boli mnie....
- Kurwa.... - Burton nie wiedział co robić. Spojrzał na wszystkich. Tylko Joan wydawała sie trzeźwo myśleć i przejęła dowodzenie.
- Trzeba zadzwonić na pogotowie. Ja pójde, wy sie nią zajmijcie. Niech usiądzie i sie nie denerwuje! - wybiegła z lodziarni. Podbiegła do budki telefonicznej i zadzwoniła na pogotowie.
Karetka przyjechala po kilkunastu minutach. Zabrali Courtney, a Cliff mógł jechać razem z nią. Siedział przez dwie godziny na korytarzu, podczas gdy ona miała przeprowadzane badania. W końcu mógł wejść do niej na sale. Court leżała na łóżku. Usmiechnęła sie, kiedy go zobaczyła.
- Wszystko dobrze? -usiadł obok niej.
- Tak. Zwykłe bóle. Jednak każą mi jeszcze zostać na noc. Nie chce.
- To dla Twojego dobra.
Kiwnęła głową.
-Odpoczywaj. Przyjde jutro.
- Dobrze.
Pocałowali sie. Cliff wyszedł ze szpitala i wrócił do domu. Wiedział że jak tylko przekroczy próg, od razu zaczną się awantury.