- Dave, wstawaj. Natychmiast
- Cooooooo, co sie dzieje?
- Nie ma Courtney...
- Wróci - przewrócił sie na drugi bok i cały zakrył kołdrą. Cliff ściągnął z niego kołdrę
- Nie wróci! Odeszła, zostawiła list! Przeczytaj - szarpnął Dave'a żeby ten w końcu usiadł. Gitarzysta wziął od niego kartke, a Cliff zapalił światło
- Nic nie widze. Daj mi okulary
- Przecież Ty nie masz żadnych okularów
- Hehe, no tak - ziewnął i zaczął czytać list. W końcu skończył - No to co, odeszła. Znajdziesz sobie inną - oddał mu list i znowu się położył. Burton był w szoku że Dave tak na to zareagował
- Jak to znajde sobie inną? Ona jest w ciąży. Nikogo nie zna w NY! A jak wróci do LA... ojciec ją zabije
- Ale napisała że masz jej nie szukać
- Każda tak pisze! Żeby potem je szukać - wyszedł wkurwiony z jego pokoju. Rudy wzruszył ramionami i wrócił do spania. Cliff wrócił do swojego pokoju, który dzielił razem z Court. Usiadł na łóżku i wziął do ręki jej pierścionek i obrączke. Zachciało mu się płakać, że wszystko tak sie potoczyło. Kochał ją i chciał żeby do niego wróciła, ale nawet nie wiedział gdzie jej szukać
~~~~~~~~~~
Cliff nie spał całą noc. Wyszedł rano z pokoju i spotkał Marty'ego na korytarzu.
- Cześć Cliff
- Cześć Marty
- Co Ty taki smutny? Courtney śpi?
- Courtney nie ma - spuścił wzrok
- Poszła do pracy?
- Nie... odeszła. Ode mnie
- O kurde... - Marty nie wiedział co powiedzieć - Przykro mi...
- Dzięki
- Możemy gdzieś iść razem! Znam fajną japońską restauracje z sushi, pójdziemy?
- Może kiedy indziej... Wybacz, nie mam na razie ochoty na wyjścia - wrócił do swojego pokoju i zamknął drzwi. Z korytarza usłyszał jeszcze głos Marty'ego i Juniora
- Co mu sie stało? - spytał Junior
- Courtney go zostawiła...
- Kiedy?
- Chyba wczoraj...
- Szybko
Burton zamknął oczy. Nie chciał o tym myśleć i postanowił sie troche przespać. Było mu jednak ciężko bo myśl o Courtney i ich dziecku nie dawała mu spokoju, a oprócz tego co chwile Dave wchodził do jego pokoju i czegoś chciał. Po jakimś czasie jednak zasnął
~~~~~~~~~~~~~~
Courtney leżała na łóżku w tanim przydrożnym motelu. Płakała i głaskała sie po brzuchu
- Przepraszam...
Rozpłakała sie jeszcze głośniej
- Nie poradzimy sobie sami. Musze wrócić do LA. Ojciec mnie zatłucze, ale to może lepiej... nie będziesz przeze mnie cierpieć - pociągnęła nosem i zaczęła śpiewać jakąś kołysanke. Zasnęła szybko.
Obudziła sie wcześnie rano. Poszła do łazienki, a potem zaczęła pakować swoje rzeczy. Nie miała ich zbyt dużo. Wyszła z pokoju, zapłaciła za nocleg i poszła na nogach na najbliższy przystanek autobusowy. Usiadła na ławce i opatuliła sie mocniej kurtką. W kieszeni miała ostatnie pieniądze na bilet do LA