sobota, 7 czerwca 2014

Rozdział VIII

Następnego dnia Courtney poszła do pracy. Było normalnie, nie miała żadnych spin z kolegą z pracy i z szefem. Kiedy wróciła chłopaki grali próbe przed dzisiejszym koncertem. Pierwszym koncertem z Cliffem. Weszła do ich sali.
- Zjecie coś?
- Nie, dzięki - odezwał sie Cliff
- Ja też nic nie chce - powiedział Nick
- Nie jestem głodny - dodał Junior
- A ja coś zjem. Jajecznice może - powiedział Dave
- Ja zjadłbym sushi - dodał Marty
Court zaśmiała sie
- To zamówie sushi i zrobie Ci jajecznice, Dave. Cliff, możemy chwile pogadać?
- Tak - odłożył gitare i wyszli z sali - Stało sie coś?
- Nie, po prostu jutro ide do lekarza. Pójdziesz ze mną?
\- Jasne
- Dobrze - pocałowała go i poszła do kuchni.
Wieczorem Courtney została w domu, a chłopaki pojechali na koncert. Cliff sie obawiał wyjść po raz pierwszy z nimi na scene, ale publiczność ciepło go przyjęła. Zagrali koncert,pożegnali siez widownią i poszli za kulisy. Było tam dosyć sporo fanów. Troche z nimi rozmawiali, prosili o autografy. W pewnym momencie do Cliffa podeszła młoda dziewczyna, z ciemną karnacją, ciemnymi kręconymi włosami i brązowymi oczami.
- Możesz mi sie podpisać? - uśmiechnęła sie i podsunęła mu jego plakat
- Pewnie, jak masz na imie?
- Maggie
Podpisał sie na plakacie i jeszcze raz na nią spojrzał. Była bardzo ładna
- Może pójdziemy gdzieś razem?
- Mam żone...
- Niczego sie nie dowie - wzięła go za ręke i poszli do łazienki. Zamknęli sie w jednej z kabin. W jednej chwili Burton zapomniał o tym, że ma żone w ciąży
Kiedy wyszli po jakimś czasie z łazienki, Maggie poprawiła włosy i pocałowała go. Uśmiechnęła sie i poszła w swoją strone. Cliff rozejrzał sie żeby znaleźć kogoś z zespołu. Kilka kroków od siebie zauważył Freda, kolege z pracy Courtney. Podszedł do niego
- O, Fred. Co tu robisz? Byłeś na naszym koncercie?
- Nie, gracie do dupy. Przyszedłem poszukać Dave'a - obrzucił go wrogim spojrzeniem i odszedł. Cliff też postanowił rozejrzeć sie za Dave'em. Znalazł go na pustej scenie. Jakaś dziewczyna siedziała mu na kolanach. Podszedł do nich
- Fred Cie szukał
- Kto?
- Ten co z Court pracuje. Ruchałeś jego laske
- A pamiętam, hehe. Nie widziałem go... -pogłaskał dziewczyne po udzie - Ale jego narzeczonej dalej nie pamiętam
Usiadł obok nich.
- Zdradziłem Courtney
- Szybko. Z kim?
- Z jakąś fanką na backstage'u
- Ładna?
- Dave...
- Sorry. Znajdźmy reszte i wracajmy do domu - Mustaine pożegnał sie z dziewczyną, znaleźli reszte zespołu i pojechali do domu. Cliff wszedł do sypialni. Było ciemno i cicho. Zapalił światło. Courtney nie było. Zauważył na szafce jakąś kartke i pierścionek zaręczynowy wraz z obrączką. Odsunął biżuerie i wziął kartke do rąk. Zaczął czytać:

"Nie jest mi łatwo pisać ten list. Napisałam go spontanicznie, ot tak. Dzisiaj miałam złe przeczucia. Od rana. Dlaczego? Twój pierwszy koncert. Nie pojechałam na Twój występ, bo Ci ufałam. Właśnie. Ufałam... Nie wiem kiedy odczytasz ten list, ale podczas trwania koncertu zapukał do naszych drzwi Fred. Pamiętasz? Tak, ten mój kolega ze sklepu muzycznego. Powiedział mi, że widział jak Ty i jego była narzeczona zmierzaliście razem w stronę toalety. Obściskiwaliście się. Wiem, że nie kłamał. Nie był pod wpływem używek, nie. Nie musiał kłamać, bo po co? Prędzej zrobiłby coś na niekorzyść Dave'a, a nie Twoją.
Byłeś dla mnie całym światem, Cliff. Całym światem. Myślałam jedynie o nas, o Tobie, o NASZYM wspólnym dziecku. Nie spodziewałam się tego po Tobie. Wiedziałam, że pijesz. Wiedziałam, że ćpasz. Ale podejrzewałam, że nigdy nie postąpisz w taki sposób. Zraniłeś mnie. Cholernie mnie zraniłeś.
Zostawiam Ciebie, odchodzę. Nie potrafiłabym Ci już spojrzeć w oczy. Zostawiam Ci obrączkę i pierścionek zaręczynowy. Mają swoją wartość materialną, sprzedaj je.
Nie szukaj mnie, błagam. To jedyne co możesz dla mnie zrobić. Nigdy mnie nie szukaj.
Wiesz co jest najgorsze? Że nadal Cię kocham...
Mam nadzieję, iż ułożysz sobie życie z inną kobietą. Obyś jej nigdy nie zdradził.
Zapomnij o mnie i nie szukaj mnie.
Courtney"

Cliff wypuścił list z dłoni.